Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
47 postów 379 komentarzy

Refleksje zrzędliwego emeryta

PiotrZW - Ślązak, katolik, socjalista

Zakorzenienie

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Zakorzenienia nie można zawężać do identyfikacji narodowościowej.

Dziwnymi torami biegną myśli emeryta, już dość mocno osadzonego w swojej emeryckości. Na jakimś portalu rzuciła mu się w oczy nagrana wypowiedź jakiegoś profesora, pt. Zakorzenienie”. Jako że sposób myślenie, jak również wartościowania emeryta ukształtowany został przez pisma żydowskiej mistyczki i filozofki Simony Weil, dla której zakorzenienie było podstawową kwestią filozoficzną i społeczną, wspomnianą wypowiedź profesora przesłuchał i… obudził w sobie kłębowisko rozmaitych wspomnień i przemyśleń. Wobec profesora raczej krytycznych.
Zakorzenienie – pisała S. Weil – jest być może najważniejszą i równocześnie najbardziej zapoznaną potrzebą duszy ludzkiej, a przy tym najtrudniejszą do zdefiniowania. Istota ludzka zakorzenia się poprzez rzeczywisty, czynny i naturalny udział w istnieniu jakiejś wspólnoty, która zachowuje żywe skarby przeszłości i wybiega swym przeznaczeniem w przyszłość”.
Wspomniany profesor ujął rzecz bardzo powierzchownie, zrównując zakorzenienie z tożsamością narodową i nadaremnie usiłując rozwiązać kwadraturę koła, jaką są konflikty różnych tożsamości narodowych, różnych nacjonalizmów. Jego zdaniem, odrodzenia nacjonalizmów nie da się tego uniknąć, czego negatywnym przykładem jest rzekomo obecna „demoniczna” Rosja, budowana na równocześnie na imperialności i nacjonalizmie. Jedyną drogą przezwyciężenia nacjonalnych konfliktów ma być „miłość chrześcijańska”, co emeryt odebrał jako przyznanie się do braku odpowiedzi, gdyż „miłość chrześcijańska” pełni w dyskursie filozoficznym rolę zapchajdziury. Kiedy nie wiadomo, jak rozwiązać jakąś kwestię, mówi się: tu potrzebna jest „miłość chrześcijańska” Tyle emeryt wie i bez filozofii.
Emeryt zna dobrze zagadnienie zakorzenienia, gdyż dobrą połowę swego długiego już życia trwał zawieszony w obszarach „pomiędzy” różnymi tożsamościami i różnymi narracjami – narodowymi, społecznymi i religijnymi – całe lata zastanawiając się, kim w gruncie rzeczy jest. Dopiero teraz na emeryturze rozkoszuje się byciem sobą, takim jaki jest, bez konieczności udawania kogoś innego.
 
Zakorzenienie a identyfikacja narodowościowa
Oto, do czego emeryt doszedł po latach przemyśleń w kwestii zakorzeniania:
I. Zakorzenienia nie można zawężać do identyfikacji narodowościowej. W wielu wypadkach pojęcie narodu pełni funkcję ideologiczną, służąc ujednolicaniu społeczeństwa i trzymaniu go w ryzach. Po aneksji Śląska w latach 1740 – 1766 władcom Prus udało się ukształtować naród pruski za pomocą drylu i dekretów. Był on sztuczny i – zdaniem emeryta – pojęcie narodu pruskiego prowadziło raczej do wykorzenienia niż zakorzenienia. Za Edwarda Gierka funkcjonowała w Polsce ideologia „jedności polityczno-moralnej narodu”, gdy naprawdę to tej jedności nie było – ani politycznej, ani moralnej.  
II. Rozważania nad „przekraczaniem granic”, cała ta „transgresja”, czyli przekraczanie granic (kulturowych, społecznych czy narodowościowych), uprawiania przez Marię Janion, to błędna droga, gdyż tożsamość z samej definicji polega na wytyczeniu granic. Określa się ją poprzez ustalenie, kim jestem a kim nie. Im mocniejsza tożsamość, tym wyraźniejsze granice. Jeśli u jakichś ludzi ulegają rozmyciu granice narodowościowe, natychmiast umacniają się tożsamości innego rodzaju, wytyczone zostają granice gdzie indziej, czego przykładem są w Europie tożsamości klubowe kibiców piłkarskich lub fanów zespołów muzycznych.
 
Być sobą
W kwestii zakorzenienia kluczową kwestią jest „bycie sobą”. Chodzi o „rzeczywisty, czynny i naturalny udział” we wspólnocie, w którym nie trzeba udawać kogoś innego niż jest się naprawdę. Zakorzenienie to jest wszystko to, co pozwala człowiekowi być sobą, co mu ułatwia odkrycie samego.
Emeryt prowadził kiedyś wielogodzinne dyskusje z dr. Danuta Berlińską z Instytutu Śląskiego w Opolu na temat tożsamości Górnoślązaków i powodów, dla których większość z nich po 1989 r. poczuła się Niemcami. Tłumaczył jej mniej więcej tak:
– Musi Pani zrozumieć ludzi, którzy pół życia przeżyli w państwie niemieckim, druga połowę w Polsce, na dodatek w różnych systemach społecznych i gospodarczych. Oni mają prawo błądzić w swojej tożsamości, zwłaszcza, że Polska nie okazała się dla nich kochającą matką. Wiele jeszcze wody upłynie, zanim będą zdolni po prostu być sobą.
To, co odpowiedziała wówczas opolska socjolog do dzisiaj daje emerytowi do myślenia:
– U Polaków jest z tym wiele gorzej.
Czyżby chciała potwierdzić, że wspólnota na płaszczyźnie narodowej nie daje tego, co rozumiemy przez zakorzenienie?
 
 
 
Trzy elementy zakorzenienia
1. Miejsce. Między człowiekiem a miejscem urodzenia i wychowania istnieje szczególna więź, wzajemna zależność, z której nie zdajemy sobie sprawy. Człowiek buduje domy, wytycza ulice, uprawia pola nadając w ten sposób kształt swojemu otoczeniu, ale, z drugiej strony, to otoczenie kształtuje również jego. Wieś, w której się urodził i wychował, rodzinne krajobrazy wyciskają niezatarte piętno na jego wrażliwości estetycznej, etycznej i duchowej. Dopiero, kiedy człowiek wyjeżdża na obczyznę, uświadamia sobie, co traci. Na obczyźnie trawy pachną inaczej, ptaki śpiewają inaczej, a wiatr niesie z sobą morską sól zamiast rześkości pobliskich łąk.
Po II wojnie światowej na tzw. ziemie zachodnie i północne przyjechali osadnicy ze wschodu, z dawnych polskich kresów. Przez kilka pokoleń nie mogli się tu odnaleźć. Nie była ich ziemia, więc o nią nie dbali. Zapuszczali domy, zagrody, gospodarstwa. Odnajdują się dopiero teraz, kiedy oswoili się z niemiecką przeszłością „swojej” ziemi przyjęli ją choć w części „za swoja”, a samych siebie zobaczyli jako kolejną wielką falę osadnictwa na Śląsku, jedną z kilku, tym razem polską.
 2. Tradycja rodzinna albo precyzyjniej – ciągłość rodzinna, pamięć o przodkach. Nie chodzi o kult przodków, ale to, co wyraża stwierdzenie, że „tradycja to groby przodków”. Kiedy emeryt niedawno przebywał w miejscowości Bieńkowice przy czeskiej granicy, przypomniał sobie, że kiedyś proboszczował tam ks. Roman Jałowy z jego rodziny. Poszedł na przykościelny cmentarz i porobił trochę zdjęć na pamiątkę. Dzięki temu grobowi był tam u siebie. Emigranci mogą to samo powiedzieć dopiero w drugim albo trzecim pokoleniu, kiedy w Dzień Wszystkich Świętych mają gdzie pójść zapalić świeczkę.
3. Obyczaje, włączając w to religię z jej naukami moralnymi. Mało kto dzisiaj pamięta, że łamanie się opłatkiem to polska tradycja, która na Śląsk przybyła razem z osadnikami ze Wschodu i powoli przyjmowała się wśród Ślązaków. Mocna to tradycja, która ze środowisk kościelnych przeszła na nawet środowiska ateistyczne. Emeryt niejednokrotnie łamał się z biesiadnikami, składającymi sobie życzenia „sto lat, zdrowia, szczęścia i pomyślności”. To jest ten obyczaj, który daje zakorzenienie, niezależnie od wyznania. Emeryta ciekawi, czy dla emigrantów w Ameryce wciąż te polskie zwyczaje są ważniejsze niż na przykład Dzień Dziękczynienia, ale nie miał kogo spytać.
 
Kultura najmniejszego wspólnego mianownika
Co to znaczy wykorzenienie, emeryt zaobserwował pracując na Zachodzie. Gromady wytatuowanych i wypiercingowanych muzułmańskich nastolatek i nastolatków wałęsających się bez celu po ulicach holenderskich i niemieckich miast. – Współczesny proletariat – pomyślał. – Kiedy oni się zbuntują?
Sądził, że bunt przybierze postać podpalania samochodów, jak w Paryżu, a potem, z czasem, pojawią się muzułmańskie partie, a po zwycięstwie w wyborach, które musi kiedyś nastąpić, dojdzie do zastąpienia białych elit przez emigranckie. Nie przewidział, że trzecie pokolenie emigrantów aż tak się zradykalizuje, że zaangażuje się w budowę muzułmańskiego państwa daleko, na terenach Syrii i Iraku.
Młodzi muzułmanie nie zakorzenili się na Zachodzie nie dlatego, że stanęła im na przeszkodzie bariera w postaci obcej kultury, nie dlatego, że ktoś ich chciał nawracać, przekształcać w Europejczyków, lecz – przeciwnie. Utracili swoje korzenie – podobnie zresztą jak rdzenni Europejczycy – w wyniku zbyt dużej swobody, udzielonej im w ramach polityki integracyjnej. Przyjęto tam bowiem, na Zachodzie, zasadę, żeby nie ograniczać obywatelom wolności religijnej, ani żadnej innej. Integracja miała się dokonać w sposób naturalny, przez wspólnotę życia i losów. Tubylcy i przybysze mieli nie akcentować tego, co ich różni, ale to, co łączy, ponieważ zaś tego było niewiele, nastąpiło powszechne wykorzenienie. Co bowiem łączy wszystkie obce kulturowo społeczności w krajach Zachodu? Pragnienie dorobienia się? To chyba jest zrozumiałe i usprawiedliwione. Wszyscy ludzie chcą żyć na przyzwoitym poziomie materialnym. Ale co Jeszcze? Właściwie nic. Seks, dyskoteki, wczasy zagraniczne, rytmiczna muzyka i… to chyba wszystko. No, jeszcze filmy hollywoodzkie. Ponieważ jest tego niewiele i niskiej jakości, to i więź łącząca różne społeczności w tych krajach jest wątła.
Gdyby Zachód pozostał przy swoich tradycyjnych wartościach, to część z emigrantów z pewnością by się nawróciła, bo chrześcijaństwo jest dla muzułmanów atrakcyjne, a część, trwając przy swojej wierze, jednak by Europejczyków szanowała.
Według emeryta, wzorem właściwej integracji jest ta, którą zaobserwował w Opolskim Klubie Krajoznawców i o której już pisał na swoim blogu. Być może idealizuje tę wspólnotę, ale wydaje mu się, że to, co tam zaobserwował na kilku wyjazdach, może posłużyć jako przykład wzajemnego kulturowego ubogacania się. Członkowie klubu rozmawiają ze sobą, ale z życzliwością i pragnieniem wzajemnego lepszego poznania się. Starają się poznać historię i kulturę ziemi, na której żyją. W czasie wspólnych biesiad przy piwie i śpiewach lepiej poznają nie tylko siebie wzajemnie, ale również samych siebie, bo oczami kogoś „z zewnątrz”, spoza własnego środowiska kulturowego. Dzięki temu lepiej poznają i innych, i samych siebie. Umacniają się w swojej kulturowej tożsamości, a jednocześnie eliminują z niej top, co inni wskazują w niej jako dziwne, śmieszne, naganne.

Dialog międzykulturowy jest ważny, gdyż bez niego wspólnoty zasklepiają się w sobie i kulturowo zamykają. Emeryt doświadczył w młodości, że górnośląska wspólnota etniczna bazująca na wysokim etosie pracy i obowiązku, nie ma zrozumienia dla aspiracji intelektualnych, dla wykształcenia. W tym względzie jego ziomkowie mogą uczyć się od osadników.  

KOMENTARZE

  • Za próbę podjęcia tematu i wysiłek *5
    Trudny post i jak widać sumiennie wypracowany. Co do trzech elementów zakorzenienia, jest Pan bardzo bliski odkrycia prawdziwej
    definicji "Patriotyzmu" (w moim mniemaniu). Termin ten najczęściej jest mylony z "biciem szabelką" co moim zdaniem odzwierciedla "Honor" jako rzecz ostateczną gdy prawdziwego patriotyzmu mieszkańcom zabrakło. Może warto było by zgłębić się także i nad tym tematem?
  • Autor
    „Młodzi muzułmanie nie zakorzenili się na Zachodzie nie dlatego, że stanęła im na przeszkodzie bariera w postaci obcej kultury, nie dlatego, że ktoś ich chciał nawracać, przekształcać w Europejczyków, lecz – przeciwnie. Utracili swoje korzenie – podobnie zresztą jak rdzenni Europejczycy – w wyniku zbyt dużej swobody, udzielonej im w ramach polityki integracyjnej. Przyjęto tam bowiem, na Zachodzie, zasadę, żeby nie ograniczać obywatelom wolności religijnej, ani żadnej innej. Integracja miała się dokonać w sposób naturalny, przez wspólnotę życia i losów. Tubylcy i przybysze mieli nie akcentować tego, co ich różni, ale to, co łączy, ponieważ zaś tego było niewiele, nastąpiło powszechne wykorzenienie. Co bowiem łączy wszystkie obce kulturowo społeczności w krajach Zachodu? Pragnienie dorobienia się? To chyba jest zrozumiałe i usprawiedliwione. Wszyscy ludzie chcą żyć na przyzwoitym poziomie materialnym. Ale co Jeszcze? Właściwie nic. Seks, dyskoteki, wczasy zagraniczne, rytmiczna muzyka i… to chyba wszystko. No, jeszcze filmy hollywoodzkie. Ponieważ jest tego niewiele i niskiej jakości, to i więź łącząca różne społeczności w tych krajach jest wątła.
    Gdyby Zachód pozostał przy swoich tradycyjnych wartościach, to część z emigrantów z pewnością by się nawróciła, bo chrześcijaństwo jest dla muzułmanów atrakcyjne, a część, trwając przy swojej wierze, jednak by Europejczyków szanowała.
    http://piotrzw.neon24.pl.neon24.pl/post/136203,zakorzenienie

    Walczyć z nimi to i oni walcza. Islam ma źródła pogańskie, ekspansjonistyczne – tym bardziej walczą, im większy opór widzą.
    To barbarzyństwo – uroi sobie taki roszczenie, a odmówisz, to to nie szuka zrozumienia i porozumienia, a jak tylko jest silniejszy, to weźmie gwałtem.

    Z jednej strony to jest typowo szowinistyczne, to jest pasożytnictwo i energetyczny wampiryzm...

    Z drugiej strony to w konfrontacji z chrześcijaństwem oferta religii islamu okazała się żadna – islam nie jest religią pokoju.

    Zostaje im tylko ideologia islamu – ze stawianiem coraz to nowych, a w rezultacie bzdurnych roszczeń, z idącym za tym szowinizmem ideologicznym i brakiem klarownej wizji przyszłości.


    „Integracja miała się dokonać w sposób naturalny,. Tubylcy i przybysze mieli nie akcentować tego, co ich różni, ale to, co łączy, ponieważ zaś tego było niewiele, nastąpiło powszechne wykorzenienie”.

    „Przez wspólnotę życia i losów”, to nie jest sposób naturalny integracji – nie rokuje żadnej trwałości.

    Jest typowa dla niewolników trzymanych mocną ręką przez bezwzględnego „nadczłowieka” - dla metod totalitarnej inwigilacji, czipowania, donosicielstwa i programowej demoralizacji niewolników.

    Rzecz w tym, że władze Europy już zainicjowały procesy demoralizacji – od rewolucji antykulturalnej roku 1968 („zabrania się zabraniać”), przez poprawność polityczną po gender.

    Tak naprawdę to tu nastąpiła integracja młodzieży starej Europy i muzułmańskiej – tylko że duchowa, dotycząca złego ducha.
    – Integracja na poziomie demoralizacji i dekadencji z szukaniem konsumpcji i przyjemności po samozatracenie w pożądanych emocjach.
    Taka integracja rokuje długotrwałe walki w konkurencji do ograniczonej ilości dóbr konsumpcyjnych – walki ruinujące cały dorobek kultury europejskiej.
    Widać więc tu łapę ideologów NWO.

    Naturalna integracja może być tylko wokół wspólnego systemu wartości i wspólnych celów.
    Już tolerancja nie jest naturalna – bo dopuszczalna wyłącznie w ramach jednakowo rozumianego dobra i zła, a więc i zgodnej pracy dla dobra wspólnego narodu, którego państwo jest i wymaga nie szkodzenia ludziom dobrym.
    Tolerancja bez patrzenia na dobro i zło zawsze jest destrukcyjna, a więc jest w tym demoralizacja.
    A demoralizację należy już nazwać zaprogramowanym ludobójstwem.
  • @Stara Baba 16:18:38
    "Termin ten [patriotyzm] najczęściej jest mylony z "biciem szabelką" (...) gdy prawdziwego patriotyzmu mieszkańcom zabrakło. Może warto było by zgłębić się także i nad tym tematem?"

    Dziękuję za ocenę. Kwestię patriotyzmu próbowałem kiedyś zgłębić, i nawet Pani nie zgadnie, do czego doszedłem. Wyszło mi, że to kwestia właściwie pojętego własnego interesu. Dzisiaj urzędnicy w Polsce, naukowcy, nauczyciele itd. zapominają, że swoją pozycję i pieniądze zawdzięczają państwu polskiemu. Jak go nie będzie, to może niektórzy się załapią do elity kompradorskiej (jak nasi europarlamentarzyści), ale tylko nieliczni. Reszta pójdzie do zlewozmywaków.
    Inaczej mówiąc, patriotyzm to zrozumienie faktu, że dobro wspólne jest moim osobistym dobrem. Co Pani o tym sądzi?
  • @miarka 17:21:39
    Dziękuję za uzupełnienie. Też uważam, że ta zachodnia integracja to jest integracja przez demoralizację.
  • Autor
    Zakorzenienie – pisała S. Weil – jest być może najważniejszą i równocześnie najbardziej zapoznaną potrzebą duszy ludzkiej, a przy tym najtrudniejszą do zdefiniowania. Istota ludzka zakorzenia się poprzez rzeczywisty, czynny i naturalny udział w istnieniu jakiejś wspólnoty, która zachowuje żywe skarby przeszłości i wybiega swym przeznaczeniem w przyszłość”.

    Zakorzenienie „poprzez rzeczywisty, czynny i naturalny udział” więc dotyczy nie tyle samej przynależności do narodu, ale do do życia publicznego w kraju czy państwie do tego narodu należącym.

    Takie prawdziwe zakorzenienie dotyczy i identyfikacji z kulturą narodową, a więc i bezinteresownej wspólnej pracy wraz z całą społecznością państwową na rzecz dobra wspólnego narodu, którego państwo jest.

    Odpowiednio można formalnie należeć do narodu, a być wykorzenionym przez brak bezinteresowności, a więc i ofiarności na rzecz wspólnoty narodowej, szukania prywatnej korzyści, a niezdolności do pracy, walki i poświęceń na rzecz dobra wspólnego.


    "Jego [profesora] zdaniem, odrodzenia nacjonalizmów nie da się tego uniknąć, czego negatywnym przykładem jest rzekomo obecna „demoniczna” Rosja, budowana na równocześnie na imperialności i nacjonalizmie”.

    Nacjonalizmy są dobre i bardzo dobre. Złe są tylko nacjonalizmy niewystarczające i nadmierne.
    Nacjonalizmy skutkują miłością Ojczyzn i wzajemnym szacunkiem po zdolność do solidarnej walki „O wolność waszą i naszą”.

    Nie wolno godzić się na narrację rzeczywistości proponowaną przez Profesora.

    Nacjonalizmy trzeba popierać – opór stawiać trzeba szowizmom narodowym (ideologicznym jeszcze bardziej, bo są zdradzieckie).

    Trzeba tępić szowinizmy - bo są zawsze zarzewiem zbrodni i wojen – chcą promować „swoich” kosztem niszczenia, ograbiania i zniewalania obcych – tu innych narodów.


    „Jedyną drogą przezwyciężenia nacjonalnych konfliktów ma być „miłość chrześcijańska”...”

    To zdanie jest fałszywe, bo miłość nigdy nie jest obowiązkiem (a tu by musiała następować). – Jest udzielaną świadomie i dobrowolnie łaską na rzecz promocji jakiegoś dobra.
    Kiedy dochodzi do konfliktu, jest już za późno na miłość – najpierw trzeba się obronić. - Nie wchodzi w rachubę ani łaskawość ani nawet tylko błogosłowienie komuś, kto chce naszej zagłady.

    „Miłość chrześcijańska” owszem, ma tu swoje znaczenie, ale ... zanim dochodzi do konfliktu – bo dokąd ona trwa, do konfliktu nie dochodzi.
    A żeby trwała to muszą być miłość siebie w swoich tożsamościach - muszą być nacjonalizmy i to w wymiarze "dobrych i bardzo dobrych".
  • Autor
    "II. Rozważania nad „przekraczaniem granic”, cała ta „transgresja”, czyli przekraczanie granic (kulturowych, społecznych czy narodowościowych), uprawiania przez Marię Janion, to błędna droga, gdyż tożsamość z samej definicji polega na wytyczeniu granic. Określa się ją poprzez ustalenie, kim jestem a kim nie. Im mocniejsza tożsamość, tym wyraźniejsze granice. Jeśli u jakichś ludzi ulegają rozmyciu granice narodowościowe, natychmiast umacniają się tożsamości innego rodzaju, wytyczone zostają granice gdzie indziej, czego przykładem są w Europie tożsamości klubowe kibiców piłkarskich lub fanów zespołów muzycznych”.

    Tu pasuje dopowiedzieć, że tożsamość narodowa dotyczy ludzkiej wspólnoty największej możliwej.

    Nie ma mowy o tożsamości z bytami administracyjnymi czy federacyjnymi. UE nigdy nie będzie w stanie wytworzyć tożsamości europejskiej.

    Kiedy tożsamość narodowa przestaje z jakichś względów funkcjonować, trzeba wielu pokoleń, żeby potomkowie ukorzenili się w innej tożsamości narodowej, a więc włączyli się w pełni w jej kulturę.

    Kiedy gubi się tożsamość narodowa oznacza to dezintegrację zakorzenienia.
    Stąd i tendencja do szukania tożsamości lokalnych – zarówno „kibicowskich”, czy innych, sentymentalnych „małych ojczyzn”, jak do grup ulicznych, kiedy słabną więzi rodzinne, albo grup przestępczych, kiedy słabnie moralność.


    " Być sobą
    W kwestii zakorzenienia kluczową kwestią jest „bycie sobą”. Chodzi o „rzeczywisty, czynny i naturalny udział” we wspólnocie, w którym nie trzeba udawać kogoś innego niż jest się naprawdę. Zakorzenienie to jest wszystko to, co pozwala człowiekowi być sobą, co mu ułatwia odkrycie samego”

    Tak, zakorzenienie daje pewność siebie i to mocną kiedy już staje się naturalnym. To jest ważne, bo to i podstawa sukcesów życiowych.

    Myślę, że „Bycie sobą” za którym idzie „rzeczywisty, czynny i naturalny udział” we wspólnocie to dopiero skutek zakorzenienia.

    Ono zaś samo jest byciem skutkiem niewzruszonego poczucia „Bycia u siebie”.
    „Bycie u siebie” jest bardziej fundamentalne

    „Bycie u siebie” to i wolność, i własność, i władza, i suwerenna wolna wola, i odpowiedzialność, i swoje elity duchowe i polityczne i swoje struktury organizacyjne życia publicznego, i bezpieczeństwo między swymi.

    Dopiero będąc u siebie można być sobą.

    Dopiero bycie sobą i u siebie daje poczucie tożsamości, a od poczucia swojej tożsamości każdy zaczyna życie swojej natury - a dopiero w niej się może korzenić godność – i ludzka, i narodowa.
  • @miarka 20:31:03
    Zastanawia mnie na jakiej zasadzie wszystko "działa"jeżeli podmieniono kody,patrony,etc.Mistrzowskim posunięciem było stworzeni z jednego języka 200,z systemów matematyczno/geometryczno/fizycznych np;12-czy czternastkowych czy innych, system dziesiętny. Zmieniając dane .Które ,jakie?Stworzono pseudo naukę nie kompatybilną ponieważ dane bazowe są zmienione,zastąpione horrorami typu standard metra,kg i długością fuzji, dzisiaj twierdząc że tylko czarna da ci pełnie szczęścia i zadowolenia.Nawet zmieniono strój instrumentów muzycznych na A-440 HZ w tym przypadku fakt pozostaje znany.Nie znany jest sens....Ogromną ciekawostką jest wynalazczość , dopóty technologie do rozgryzienia to i wynalazki działają.Gorzej kiedy do sterowania systemem np, prowadzenia robota słownie trzeba użyć oryginalnego języka, i żadna próba podmianki nie chwyta .Maszyna jest technologia istnieje i mogła by zadziałać są dwie przeszkody a właściwie jedna w dwóch postaciach język.Kiedy użyje się tylko tego który zadziała jak powiedzieć światu ;na operatorów tego sprzętu potrzebujemy tylko i wyłącznie techników słowiańskich,przez pomyłkę tworząc produkt stworzyliśmy język operacyjny starosłowiański w tej sytuacji nasi ludzie robota nie są w stanie prowadzić bo nie umieją wypowiadać słów z odpowiednim akcentem łups narobiło się.
  • @Katana 15:46:32
    1. Nie trolluj.
    2. Jak nie rozumiesz o czym dorośli rozmawiają to słuchaj i się ucz.
    3. Czy nie widzisz, że to co robisz, to najgorszej wody chamstwo? Że łazisz jak smród po gaciach i szukasz dziury w całym?
    4. Już Ci mówiłem podły człowieku, żebyś się poszedł leczyć. Nie dotarło?
    5. Dostałeś bana, nie tylko ode mnie - nie wystarczyło na otrzeźwienie?
    6. Nie możesz sobie znależć forum z podobnymi sobie?
    7. Ja sobie nie życzę z Tobą wymiany zdań. Nie rzuca się pereł przed wieprze.
    8. Jak mnie nie przestaniesz zaczepiać to zgłoszę do administracji.
    9. Bez odbioru.
  • @Katana 16:59:42
    "Odejdź wilku od Dzieci Bożych" może powiedzieć tylko Dobry Pasterz.

    Szpitale psychiatryczne pełne są takich postaci, co żyją w urojonej rzeczywistości, co się identyfikują z kimś, kim nie są.

    Ty już jesteś niebezpieczny dla otoczenia i dla siebie.

    Ostatni raz wzywam - idź sobie! Znajdź sobie lekarza, albo i cały szpital, póki jeszcze masz świadomość jak tam trafić.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930