Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
45 postów 365 komentarzy

Refleksje zrzędliwego emeryta

PiotrZW - Ślązak, katolik, socjalista

O naturze polityki

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Czy polityka jest "rozsądną troską o dobro wspólne"?

Polemizując z jednym z blogerów na Neonie24, emeryt poszedł trochę za daleko. Napisał: „polityka jest dla mnie służbą w interesie dobra wspólnego”. Nie jest to do końca prawda, emeryt tak nie uważa. Napisał to ładne zdanie o „służbie” z rozpędu, w polemicznym ferworze. Emeryt jednakowoż nie skłamał, uprościł tylko kwestię i teraz czuje się zobowiązany lepiej naświetlić swój stosunek do polityki.
 
Wspomniany bloger, próbując jakoś usprawiedliwić swoje paskudne zajęcie negocjatora czy akwizytora, już nie pamiętam, stara się nadać mu trochę etycznej politury. Napisał, że manipulowanie ludźmi jest czynnością szlachetną, gdyż zapobiega konfliktom i stosowaniu przemocy. Zła jest fizyczna przemoc, manipulowanie ludźmi już nie. Zdaniem tego blogera, oszukiwanie ludzi, wprowadzanie ich w błąd, narzucanie ocen i wartości sprzecznych z ich własnym interesem nie jest przemocą, lecz szlachetną formą zapobiegania przemocy. No, cóż. Żyjemy w świecie wolności słowa, każdy może pisać, co mu się podoba.
 
Trzeba przyznać, ze ów bloger prezentuje dość spójne poglądy. Jest libertarianinem, zwolennikiem nieograniczonej wolności i wolnego rynku. Skoro głównym wyrazem wolności jest konkurencja we wszystkich dziedzinach, to oszukiwanie, manipulacja, nadużywanie zaufania dobrze wolnemu rynkowi służy.
 
Decyduje siła

Emeryt nie zgadza się z tym blogerem w żadnym punkcie, ma inną wizję polityki i męczy go to, że upraszczając kwestię polityki, napisał coś, co nie całkiem pozostaje w zgodzie z jego poglądami. Emeryt jest idealistą, ale nie takim, któremu pragnienie lepszego świata przysłania świat realny. Doskonale rozumie, że polityka jest walką o władzę i nic więcej. Nie żadną tam „rozsądna troska o dobro wspólne” ani „uzgadnianiem przeciwnych stanowisk” ale twardą walką o swoje interesy, o dominację i wyzyskiwanie innych. Pozostaje tu w zgodzie z pojmowaniem polityki przez Maxa Webera (1864 – 1920), który pisał: Polityka to „dążenie do udziału we władzy lub do wywierania wpływu na podział władzy czy to między państwami, czy też w obrębie państwa między grupami ludzi, jakie ono obejmuje”.

Max Weber miał odwagę stwierdzić, że w polityce nie obowiązują zwykłe zasady etyczne lecz rządzi się ona swoimi prawami. Niemiecki socjolog i filozof nie odrzuca etyki całkowicie, świadom jest, że i w obozie władzy trafiają się jednostki ludzkie, pragnące wspólnego dobra, zauważa tylko, że i oni muszą się dostosować do reguł polityki, a właściwie do jednej podstawowej: decyduje siła. Dla nich stworzył kategorię „etyki odpowiedzialności”, która jest etyką bazującą na innej zasadzie. Nie ma stosunku człowieka do człowieka ale na stosunku człowieka do wspólnoty, za którą odpowiada.
 
Tezy o „cywilizacji łacińskiej”, w której rzekomo nie ma rozdźwięku między polityką a etyką to, zdaniem emeryta, zwyczajne mydlenie oczu. Idealizowanie jednej z form europejskiej cywilizacji. Wystarczy pierwszy lepszy konflikt w świecie realnym, aby wyznawcy „cywilizacji łacińskiej” porzucili wzniosłe zasady i zaczęli oszukiwać, manipulować i odwoływać się do przemocy. No, bo w końcu w polityce nie chodzi o etykę a o zwycięstwo.
 
Wydarzenia założycielskie naszej ery

Zdaniem emeryta „państwo Boże” na ziemi nie jest możliwe do zrealizowania. Trzeba zaakceptować państwa ziemskie, które są jednak lepsze od chaosu i walki wszystkich ze wszystkimi, choć wcześniej czy później stają się narzędziem szatana.
 
Emeryt ma ten luksus, że w żaden sposób już nie jest uwikłany w politykę, jest wolny, i może kierować się „etyką przekonań”. Może politykę, jej reguły ignorować.
 
Czym jest polityka i jaką można wobec niej przyjąć postawę ilustrują dobrze wydarzenia z początku naszej ery: sąd nad Bogiem-Człowiekiem i Jego skazanie. Jezus z Nazaretu prowadził działalność w dużej mierze - choć nie do końca – nie licząc się z regułami polityki. Jego charyzma, nauczanie, przywracające słuchaczom sens życia, dar uzdrawiania itd. przysporzyły mu popularności i – chcąc nie chcąc – nabrały charakteru politycznego. Stał się zagrożeniem dla panującej warstwy faryzeuszów.
 
Faryzeusze, strażnicy wiary i tradycji  Izraela, utożsamiali już wówczas – co jest normą w państwach ziemskich – własny interes z interesem narodu. Chyba już nie byli zdolni dokonać rozróżnień. Nauczyciel z Nazaretu podważał ich nauczanie, ergo – zagrażał istnieniu Izraela. Prawa polityki nakazywały wyeliminowanie go, zanim dojdzie do rewolucji.
 
Drugi ważny podmiot tamtych wydarzeń, Poncjusz Piłat, namiestnik  cezara, strzegł tam struktur cesarstwa rzymskiego. Nie miał tak zepsutego zmysłu etycznego, jak my dzisiaj, i szybko zorientował się, że Jezus z Nazaretu, którego mu przyprowadzono, jest niewinny. Próbował Go więc na różne sposoby ocalić. Kiedy jednak tłum, za podszeptem faryzeuszów zaczął go szantażować („jeśli Go nie skażesz, nie jesteś przyjacielem cezara”) ugiął się.
Emeryt stara się w stosunku do polityki naśladować  Jezusa Chrystusa, tzn. z zasady ignorować jej reguły. Może sobie już na to pozwolić, bo ma zapewnioną emeryturę. Nie musi się uśmiechać do przełożonych, których nie lubi, nie musi deklarować przynależności ideowej do żadnej z panujących opcji politycznych, bo z kariery zrezygnował już ostatecznie, niemniej – jest świadomy, że taka niezależność jest możliwa tylko do pewnego stopnia. Naśladowanie Chrystusa wcześniej czy później prowadzi człowieka na krzyż.
 
Porządek łaski – porządek natury

Prawa polityki, co oczywiste, są sprzeczne z zasadami Ewangelii. Czy jednak mamy tu do czynienia z zasadą wyłączonego środka – albo-albo – to emeryt ma wątpliwości. Musielibyśmy przyjąć, że polityka jest dziedziną zakazaną dla chrześcijan, podobnie jak na przykład przemysł pornograficzny i… no, właśnie… Przecież zakaz zabijania jest w Ewangelii jeszcze mocniej akcentowany, a jednak chrześcijanie brali udział w wojnach, ba, brali udział – to mało powiedziane.
 
Emeryt sądzi, że w przypadku sprzeczności praw rządzących polityką a zasadami Ewangelii nieporozumienie polega na tym, ze należą one do innych porządków. Prawa polityki to prawa silniejszego, obowiązujące w świecie natury, i to natury rozumianej materialistycznie, wręcz biologicznie.  W przyrodzie mocniejszy organizm żyje ze słabszego w sensie dosłownym: pożerając go. Zasady ewangeliczne nie są „z tego świata”, są „z zewnątrz”, my chrześcijanie mówimy, że pochodzą „z góry”.
 
I tak to przecież jest. Odrzucenie reguł twardej walki o władzę przez chrześcijan wynika z ich wewnętrznych przekonań, z wiary i idei świata opanowanego przez miłość (emeryt nie potrafi znaleźć innego słowa), z idei „Królestwa Bożego”.
  
Tu jednak emeryt musi poczynić ważne uwagi. Po pierwsze, teologia katolicka przez naturę rozumie jednak coś więcej, niż świat materialny, rozumie – świat jaki był zamierzony w akcie stworzenia przez Boga. Jeśli mówi o „prawach naturalnych”, to ma na myśli całość rzeczywistości fizyczno duchowej. Tutaj emeryt używa pojęcia w zawężonym zakresie.
 
Po drugie, wbrew temu, co sądzą nawet bardzo mądrzy ludzie, Kościół nie czyni z odrębności porządku łaski i porządku natury zasady sprzeczności, wyłączonego środka, albo-albo. Albo będziesz prowadził życie chrześcijańskie, albo zajmował się polityką. Św. Tomasz z Akwinu pisał, że „łaska nie działa wbrew naturze, ale na naturze”.
 
„Duch wieje kędy chce”

Chrześcijanie żyją w świecie materialnym i, chcąc nie chcąc, muszą przestrzegać jego praw. Muszą jeść, a po to, żeby jeść, muszą zabijać zwierzęta, muszą bronić swojego dorobku, nie ufać byle komu itd. Uczestnicząc w działaniach sprzecznych z Ewangelią, na przykład, gdy są zmuszeni brać udział w wojnach, łagodzą jednak obyczaje w duchu Ewangelii, „cywilizują” prawa „tego świata”. W średniowieczu dzięki ewangelicznej idei wybaczenia, udało się wykorzenić prawo „msty”, czyli zemsty. Prawo poniekąd bardzo pożyteczne, gdyż regulowało ono współżycie we wspólnocie, powstrzymując ludzi od zachowań nieuczciwych, podłych i zbrodniczych. Każdy miał gdzieś głęboko w podświadomości zakorzenione, że za zbrodnie być może przyjdzie mu jednak zapłacić.
 
W świecie cywilizacji zachodniej z biegiem wieków udało się wykorzenić wiele zachowań i zwyczajów sprzecznych z duchem Ewangelii. Przede wszystkim poliandrię i poligamię. W XIX w. podjęto walkę z powszechną praktyką wykorzystywania do pracy dzieci, wywalczono skrócenie dnia pracy do ośmiu godzin, potem zaczęto kłaść podwaliny pod to, co dzisiaj nazywamy „państwem opiekuńczym”, w którym wszyscy mają zagwarantowaną opiekę zdrowotną i zabezpieczenie na starość. Wprawdzie socjaliści twierdzą, że te osiągnięcia to ich zasługa i wywalczyli je wbrew postawie Kościoła, który bronił systemu  stanowego, jednak emeryta to nie przekonuje. „Duch wieje kędy chce”, mówi Ewangelia. Kiedy katolicy zawiedli, kiedy Kościół zapomniał, że „Bóg bardziej woli sprawiedliwość niż ofiary”, Duch tchnął w serca niewierzących albo mało wierzących socjalistów.
 
Być człowiekiem sumienia

Wracając do natury polityki. Chrześcijanie, kiedy zaangażują się w politykę, muszą przestrzegać jej reguł. Przynajmniej w sytuacjach skrajnych. Nie ma czegoś takiego, jak „Państwo Boże”, w którym panują inne, ewangeliczne, zasady gry,  tu na ziemi. Trzeba grać, jak sytuacja wymaga. Czasami zbombardować miasto z pozostałymi tam jeszcze cywilami, czasami, w imię spokojnej przyszłości, przesiedlić całe grupy ludności, czasami wydać zgodę na jakieś skrytobójstwo, niemniej – chrześcijański polityk będzie tego unikał, będzie szukał kompromisu i zgody. I co najważniejsze, chrześcijanin musi pozostać człowiekiem sumienia, które mu powie, jakiej granicy nie wolno mu przekroczyć. Wzorem dla nas jest tutaj Thomas Morus.
 
Nie musi to jednak, to odczytywanie granic, być owocem głębokiej wiary. Poncjusz Piłat natychmiast i bez problemów zorientował się, że Jezus z Nazaretu jest niewinny. Kilkakrotnie próbował go ocalić. Nie udało się. Poddał się, gdy mu Żydzi zagrozili, że zrobią mu koło pióra w Rzymie, u cesarza. Zgubiło go – patrząc od strony moralnej – przywiązanie do stołka, do pozycji społecznej. Gdyby choć mógł usprawiedliwić to jakimiś racjami wyższymi, na przykład względem na pokój społeczny, emeryt oceniał by go inaczej.
 
Emeryt nie jest materiałem na męczennika. Dopuszcza daleko idące kompromisy z regułami polityki, regułami siły i przemocy. Gdyby zajmował jakąś pozycję w strukturze państwa, kierował by się weberowską „etyką odpowiedzialności”, podejmowałby  decyzje, ważąc interesy, a nie racje różnych grup i starałby się realizować politykę hegemona, któremu by służył. Ma tylko nadzieję, że w swoim zaangażowaniu politycznym byłby w stanie zachować granice, które wyznaczają mu jego przekonania, bo kieruje się w życiu „etyką przekonań”.\
 
Podsumowując. Emeryt w polemice ze wspomnianym blogerem powinien był napisać, że doskonale rozumie, jakie są prawa polityki, jednak nie będzie na ten temat dyskutował, ponieważ w życiu kieruje się innymi zasadami. Stwierdzenie, że – dla niego – polityka jest służbą w interesie dobra wspólnego, byłoby wtedy całkowicie zgodne z tym, co o polityce myśli. 

KOMENTARZE

  • Autor
    Emeryt pisze tu dużo mądrych rzeczy, ale i podaje parę spraw dyskusyjnych. Miarka by tu sporo poprawił.
    Miarka też nie zgadza się z adwersarzem emeryta głoszącego, że „polityka jest dla mnie służbą w interesie dobra wspólnego”
    Miarka głosi, że „polityka jest dla mnie służbą w interesie dobra wspólnego narodu, którego państwo jest”. To od razu wyjaśnia sprawę pochodzenia władzy w państwie - od niezbywalnej własności dobr wspólnych narodu, w tym państwa, które jest jednym z tych dóbr.

    Miarka nie zgadza się też z emerytem głoszącym za Maxem Weberem, że:
    "Polityka to „dążenie do udziału we władzy lub do wywierania wpływu na podział władzy czy to między państwami, czy też w obrębie państwa między grupami ludzi, jakie ono obejmuje”.

    Miarka uważa że ta definicja nie obejmuje funkcji służebnej władzy. Tak rozumiana władza jest tylko zarządem i to nie wiadomo w czyim imieniu i w jakim celu. Może być uzurpatorską i tyrańską.

    Emeryt tu pisze:
    "Max Weber miał odwagę stwierdzić, że w polityce nie obowiązują zwykłe zasady etyczne lecz rządzi się ona swoimi prawami. Niemiecki socjolog i filozof nie odrzuca etyki całkowicie, świadom jest, że i w obozie władzy trafiają się jednostki ludzkie, pragnące wspólnego dobra, zauważa tylko, że i oni muszą się dostosować do reguł polityki, a właściwie do jednej podstawowej: decyduje siła. Dla nich stworzył kategorię „etyki odpowiedzialności”, która jest etyką bazującą na innej zasadzie. Nie ma stosunku człowieka do człowieka ale na stosunku człowieka do wspólnoty, za którą odpowiada."

    Miarka uważa, że wszystko zaczyna się tu robić jasne, kiedy spróbować za etykę podstawić moralność.
    Etyka bowiem jest dziedziną polityki, prawem etycznym, potrzebą polityczną, niczym więcej.
    "Etyka odpowiedzialności" od razu okazuje się kosmiczną bzdurą, bo władze polityczne nie mają kierować się odpowiedzialnością a służbą i obowiązkami.
    Odpowiedzialnym za państwo i jego politykę to musi być naród - właściciel państwa.

    Miarka twierdzi, że skoro w etyce odpowiedzialności "Nie ma stosunku człowieka do człowieka" tylko" stosunek człowieka do wspólnoty, za którą odpowiada." to buduje jakąś wspólnotę plemienną z kacykiem u władzy. W społeczności narodowej organizacja jest wokół systemu wartości, co oznacza, że odpowiedzialność jej członków za ogół wspólnoty jest nadal, ale i każdy z członków wspólnoty odpowiada za każdego.
    Moralność to więcej jak odpowiedzialność - w moralności chodzi o służbę, życie i celowość dalekowzroczną.


    Emeryt pisze: "Wystarczy pierwszy lepszy konflikt w świecie realnym, aby wyznawcy „cywilizacji łacińskiej” porzucili wzniosłe zasady i zaczęli oszukiwać, manipulować i odwoływać się do przemocy."

    A miarka niedawno poświęcił notkę tłumaczeniu, że przemoc jest dobra i bardzo dobra, a zły jest tylko niedostatek przemocy i nadmiar przemocy.
    Bez przemocy to będzie, kiedy będziemy postępowali zgodnie z uczciwie sformułowanymi umowami i według prawodawstwa sprawiedliwego. Zycie tu zawsze będzie niosło niespodzianki, więc i konflikty byćć muszą.
    Nadto można się umówić na prawo, ale już nie da się umówić na życie, a tylko moralność chroni życie.
  • @Autor
    Zaskakujące jest zestawienie poglądów szanownego Autora i jego adwersarza, libertarianina.

    Z jednej strony ten adwersarz, libertarianin jest przeciwko używaniu przemocy fizycznej i jednocześnie potwierdza że egoizm czyli kierowanie się własnymi korzyściami musi prowadzić właśnie do przemocy fizycznej. Tym samym sprowadza ideę libertarianizmu do kolejnej wersji zachowań altruistycznych, do jakiejś formy poświęcenia. Takie zaś podejście wyklucza wszelkie zachowania wolnorynkowe, które są oparte na egoizmie. Także tak pojęty libertarianizm przeczy samemu sobie.

    Z drugiej strony szanowny Autor rozumie, że stosowanie przemocy we wszelkich formach jest złe dla człowieka, że utrzymanie zasad pokojowego współżycia choćby na ograniczonym terenie jest "lepsze od chaosu i walki wszystkich ze wszystkimi". Szanowny Autor rozumie, że szkody wywołane różnymi działaniami politycznymi mogą być dla ludzi w społeczeństwie mniejsze lub większe, zatem etyka odpowiedzialności nakazuje działać tak by te szkody jednak minimalizować. Można powiedzieć że tak jak rozumuje szanowny Autor tak samo rozumowałby każdy egoista, któremu zależy na długim życiu i dostatnim życiu - bo coś takiego może mu zapewnić jedynie trwały ład społeczny oparty na jednoznacznym prawie umożliwiający podział pracy i specjalizację. Jeżeli na dodatek uświadomimy sobie, że rozwój techniczny nie bierze się tak sam z siebie ale jest tworzony w trakcie przedsiębiorczych działań weryfikujących przydatność wynalazków i wskazujących kierunki wynalazczości opłacalnej, to ta sama etyka odpowiedzialności nakazywała by preferowanie rozwiązań wolnorynkowych, pomimo pewnych szkód jakich doznają od tego systemu niektórzy ludzie. Jednak szanowny Autor zgadza się ze swoim adwersarzem, że egoizm rodzi przemoc czyli zło. Po co zatem tak dbać o ludzi o ich życie skoro jest to złe? Po co stosować etykę odpowiedzialności?
  • @programista 10:39:12
    "Z jednej strony ten adwersarz, libertarianin jest przeciwko używaniu przemocy fizycznej i jednocześnie potwierdza że egoizm czyli kierowanie się własnymi korzyściami musi prowadzić właśnie do przemocy fizycznej. Tym samym sprowadza ideę libertarianizmu do kolejnej wersji zachowań altruistycznych, do jakiejś formy poświęcenia. Takie zaś podejście wyklucza wszelkie zachowania wolnorynkowe, które są oparte na egoizmie. Także tak pojęty libertarianizm przeczy samemu sobie."

    Nie rozumiem tego zarzutu. Adwersarz, libertarianin, nie napisał, że "kierowanie się własnymi korzyściami musi prowadzić właśnie do przemocy fizycznej", przeciwnie - twierdzi, że manipulowanie ludźmi zapobiega przemocy. Pod twierdzeniem, że "kierowanie się własnymi korzyściami musi prowadzić właśnie do przemocy fizycznej" mógłbym się podpisać ja, jednak tego nie napisałem. Zapomniałem. Zapomniałem.

    Dlaczego "egoizm czyli kierowanie się własnymi korzyściami" ma prowadzić do " sprowadza ideę libertarianizmu do kolejnej wersji zachowań altruistycznych, do jakiejś formy poświęcenia", tego nie rozumiem.
  • @programista 10:39:12
    "Szanowny Autor rozumie, że szkody wywołane różnymi działaniami politycznymi mogą być dla ludzi w społeczeństwie mniejsze lub większe, zatem etyka odpowiedzialności nakazuje działać tak by te szkody jednak minimalizować. Można powiedzieć że tak jak rozumuje szanowny Autor tak samo rozumowałby każdy egoista, któremu zależy na długim życiu i dostatnim życiu - bo coś takiego może mu zapewnić jedynie trwały ład społeczny oparty na jednoznacznym prawie umożliwiający podział pracy i specjalizację."

    Zgadzam się.
  • @programista 10:39:12
    "Jeżeli na dodatek uświadomimy sobie, że rozwój techniczny nie bierze się tak sam z siebie ale jest tworzony w trakcie przedsiębiorczych działań weryfikujących przydatność wynalazków i wskazujących kierunki wynalazczości opłacalnej, to ta sama etyka odpowiedzialności nakazywała by preferowanie rozwiązań wolnorynkowych, pomimo pewnych szkód jakich doznają od tego systemu niektórzy ludzie."

    Zgadzam się, rozwiązania wolnorynkowe to nie jest jakaś tragedia, zło samo w sobie.
  • @programista 10:39:12
    "Jednak szanowny Autor zgadza się ze swoim adwersarzem, że egoizm rodzi przemoc czyli zło. Po co zatem tak dbać o ludzi o ich życie skoro jest to złe? Po co stosować etykę odpowiedzialności?"

    Egoizm rodzi przemoc czyli zło, to jest oczywiste. Poczucie odpowiedzialności za innych nie wypływa z egoizmu, przeciwnie.
  • @programista 10:39:12
    Powiedzmy sobie wreszcie, że egoizm i troska o własny interes nie są jedynymi, a nawet nie głównymi źródłami postępu technicznego i organizacyjnego. W moim przekonaniu głównym źródłem postępu technicznego jest lenistwo ciężko pracujących mężczyzn. Kto musi się dobrze spocić podczas pracy, cały czas kombinuje, jak ją ułatwić. To jest źródłem wynalazków.

    Drugim motorem postępu jest wrodzona kreatywność niektórych ludzi. Wielu buduje różne maszyny wiedząc, że nic z tego nie będą mieli. Dokładają do interesu.
  • @PiotrZW 11:39:53
    Pozwolę sobie przytoczyć pełną treść komentarza jaki zamieścił adwersarz:

    "> Taka egoistyczna "gra" zakłada przemoc. To nie jest gra w bierki,
    > to jest walka o własny interes. Każdy egoizm prowadzi do
    > przemocy.

    Tak jest. I tym jest właśnie polityka."

    Sformułowanie "Tak jest" odczytałem jako potwierdzenie tezy "Każdy egoizm prowadzi do przemocy."
    Tym sformułowaniem adwersarz wykazał że libertarianizm odrzucający przemoc NIE MOŻE opierać się na egoizmie.
  • @PiotrZW 11:51:30
    Moim zdaniem etyka odpowiedzialności, czyli poczucie odpowiedzialności za swoje własne działania i ich skutki dotyczy wyłącznie egoizmu.
    Dla altruisty własna odpowiedzialność za podejmowane działania jest całkowicie nieistotna. Altruista każdym swoim działaniem musi poświęcać się dla innych ludzi co powoduje jego obojętność na swój własny los. Gdy zaś nie dba się o własny los to nie dba się także o odpowiedzialność.
  • @PiotrZW 11:59:37
    Bardzo ciekawym przykładem ilustrującym dzieje postępu technicznego jest historia maszyny parowej.
    Jako efekt "wrodzonej kreatywności niektórych ludzi" została stworzona przez Herona z Aleksandrii w I wieku naszej ery - bania Herona.
    Do jej praktycznego i powszechnego użycia trzeba było czekać na angielskich przedsiębiorców siedemnaście wieków. Rozpowszechnili oni jej użycie bo mogli dzięki temu egoistycznie zarobić.
  • @programista 12:44:15
    Dobry przykład. Co by ci biedni przedsiębiorcy robili bez takich Heronów.
  • @programista 12:16:58
    "Moim zdaniem etyka odpowiedzialności, czyli poczucie odpowiedzialności za swoje własne działania i ich skutki dotyczy wyłącznie egoizmu.
    Dla altruisty własna odpowiedzialność za podejmowane działania jest całkowicie nieistotna. Altruista każdym swoim działaniem musi poświęcać się dla innych ludzi co powoduje jego obojętność na swój własny los. Gdy zaś nie dba się o własny los to nie dba się także o odpowiedzialność."

    To rozumowanie kupy się nie trzyma.
  • @programista 12:00:42
    Libertarianizm odrzucający przemoc i nie opierający się na egoizmie? Konkurowanie na rynku, aby dać więcej zarobić pracownikom? Konkurowanie na rynku, aby zyski przeznaczyć na budowę tanich domów dla bezdomnych?

    Jestem za!
  • @PiotrZW 13:47:11
    Czy szanowny Autor sam kupuje towary droższe, by ich wytwórcy mogli mieć większe pensje?
    Przedsiębiorcy po prostu dostosowują się do konsumentów - jeżeli konsumenci będą kupować produkty firm które płacą swoim pracownikom dużo albo budują tanie domy dla bezdomnych to firmy takie działania podejmą.
  • @PiotrZW 11:47:00
    "...etyka odpowiedzialności nakazywała by preferowanie rozwiązań wolnorynkowych, pomimo pewnych szkód jakich doznają od tego systemu niektórzy ludzie."

    Zwracałem już uwagę że ta "etyka odpowiedzialności" to kosmiczna bzdura, a panowie beztrosko brną w nią dalej.
    Etyka to prawo, odpowiedzialność. Razem "etyka odpowiedzialności" to tyle co "prawodawstwo regulujące tematykę ludzkich wartości" - a więc czysta uzurpacja.

    Jest akurat odwrotnie - to wartości wyższego rzędu mają moc regolowania wartości niższego rzędu.
    Mamy tu podobne takie wielkie dziwolągi jak "prawo do wolności", "prawo do miłości", "prawo do własności" czy "prawo do życia".
    To akurat są ludzkie powołania, a nie prawa.
    Już lepiej by je było nazwać ludzkimi wolnościami, choć tu pewnie by oponowali ci co już im się wydawało że mają prawo, by być kochanymi.

    Ci co tworzą takie pseudonaukowe mądrości z wywyższaniem praw nad wartości mają zawsze złe zamiary względem tych, którym je sprzedają.
    W szczególności dają im prawa, których nikomu nie trzeba dawać, bo i tak je mają, albo takie, które nie istnieją, ale później już czują się władnymi je zabierać kiedy im to pasuje, bo np koliduje to z podobnie abstrakcyjnymi prawami innych i to już realnie.


    A w temacie - już się pojawił zgrzyt z wolnym rynkiem w kontekście etyki odpowiedzialności:
    - czy kierować się etyką jako prawem, czy odpowiedzialnością jako wartością?
    "...etyka odpowiedzialności nakazywała by preferowanie rozwiązań wolnorynkowych, pomimo pewnych szkód jakich doznają od tego systemu niektórzy ludzie."

    Tu jest mowa o tym drugim przypadku - czyli o kierowaniu się odpowiedzialnością jako wartością, a więc działaniu na rzecz wolnego rynku ("preferowanie rozwiązań wolnorynkowych") - wolność też jest wartością, zresztą nieodłącznie związaną z odpowiedzialnością.

    Cała kosmiczność bzdury tego zwrotu "etyka odpowiedzialności" widać dopiero przy drugiej interpretacji, a przy "etyce odpowiedzialności" - z etyką rozumianą jako prawem - jest ona równie sensowna jak pierwsza - było by:

    "...etyka odpowiedzialności nakazywała by preferowanie rozwiązań rynku regulowanego ze względu na pewne szkody jakich doznają od tego systemu niektórzy ludzie i niektóre korporacje prywatne."

    Byłoby to kierowanie się etyką jako prawem i dla prawa - nie tylko "prawa" do uniknięcia szkód , ale i "prawa do zysku" - w odniesieniu do wybranych. Tworzy to prawa których nie ma i być nie może, bo to bandyckie uzurpacje z wymuszaniem ich przy pomocy powoływania się na "prawa".

    Ba. Takie "prawa" bywają nawet legalizowane.
    - Np. "prawo do zysku" jest już elementem umowy CETA, którą zatwierdził ostatnio Parlament Europejski, chociaż z samego tylko jednego tego punktu jest ona bezprawiem.
  • @miarka 02:24:43
    "Etyka to prawo, odpowiedzialność."

    Etyka to nauka o moralności, ale w potocznym rozumieniu jest z moralnością utożsamiana. Moralność to system kryteriów, wartości wg których oceniamy działania własne i innych ludzi. Prawo zaś to nakazy lub zakazy których przestrzeganie jest wymuszane zewnętrzną siłą. Zrównywanie znaczenia tych pojęć to spore nadużycie.

    " Razem "etyka odpowiedzialności" to tyle co "prawodawstwo regulujące tematykę ludzkich wartości""

    "Etyka odpowiedzialności", czy raczej moralność odpowiedzialności to zasady moralne oparte na efektach, wynikach podejmowanych działań. Ocenie moralnej podlegają efekty działań. Przeciwieństwem jest oparcie zasad moralnych na intencjach działającego.

    "Ci co tworzą takie pseudonaukowe mądrości z wywyższaniem praw nad wartości mają zawsze złe zamiary względem tych, którym je sprzedają. "

    Warto zawsze zastanowić się nad tym, czy się samemu dokładnie takiego kryterium nie spełnia.
  • @programista 07:59:40
    "Etyka to nauka o moralności, ale w potocznym rozumieniu jest z moralnością utożsamiana".

    No właśnie. - I przez to jest źródłem wielkich bzdur - prowadzi do naginań definicji i do odwrócenia systemu wartości.
    W szczególności to etyka mówi o moralności językiem prawa, a więc co wolno, a czego nie wolno, co jest zakazane, a co nakazane - a to ma tylko literalny, a więc materialny, wręcz antropologiczny związek z moralnością. Pozbawia moralność elementu życia i ducha .

    A sama istota moralności to sprawa ducha. Duch moralności to służba życiu, a nie "ocena moralna efektów działań". Jak już mowa o efektach, to już jest patrzenie antropologiczne, uśmiercone, osąd na podstawie litery prawa, nie zaś osąd duchowy, czyli osąd służebności, a więc intencji.


    "Moralność to system kryteriów, wartości wg których oceniamy działania własne i innych ludzi".

    Nie. To już kłamstwo. To jest to najgorsze: to właśnie mowa o moralności językiem prawa i patrzenie na moralność w rozumieniu prawa.

    Takie myślenie śmierdzi filozofem protestantyzmu Kantem.

    To patrzenie oddolne, kiedy to na moralność należy patrzeć odgórnie, od strony duchowej, bo jest wartością - tym czemu jako ludzie służymy.

    Tu należy raczej powiedzieć: "Moralność to system kryteriów, wartości wg których oceniamy działania własne i innych ludzi kiedy się zapomnimy i mówimy o moralności jako o prawie".
    I traktować jako przestrogę przed czymś, co prowadzi do najgorszych herezji i zniewoleń, a nie pouczenie, które ma służyć życiu ludzkiemu.
  • @miarka 14:20:46
    "W szczególności to etyka mówi o moralności językiem prawa, a więc co wolno, a czego nie wolno, co jest zakazane, a co nakazane"

    Etyka, jako nauka o moralności nie jest nauką pozytywną, czyli nie może określać sądów - "co wolno, a czego nie wolno, co jest zakazane, a co nakazane". Etyka, jako nauka opisowa analizuje rożne systemy moralne, ich podobieństwa i różnice. Wprowadziła także podział na "etykę przekonań" i "etykę odpowiedzialności".
    Szanowny Pan uznaje jako właściwą jedynie "etykę przekonań" opartą o " osąd służebności, a więc intencji". Wolno szanownemu Panu mieć taki system moralny jaki sobie szanowny Pan uzna za stosowny.
    Jeżeli jednak szanowny Pan uważa swój system moralny za jedyny istniejący, to daje szanowny Pan tylko wyraz swojemu własnemu ograniczeniu.
  • @programista 14:56:05
    "Etyka, jako nauka o moralności nie jest nauką pozytywną, czyli nie może określać sądów - "co wolno, a czego nie wolno, co jest zakazane, a co nakazane". "

    Dobra dobra, nie bałamuć. To nie etyka określa, tylko moralność w rozumieniu etyki, a więc moralność sprowadzona do funkcji prawa.
    Kant nawet tu "kantował" mówiąc: ?Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie" - on sam chciał określać co jest moralne - być prawodawcą wobec tego co moralne - czyli wynosić przez siebie stanowione prawo nad moralność, a więc to co najgłębiej służy życiu. Kant prawodawca chciał być "panem życia i śmierci" według swojego widzimisię według swoich uzurpacji.
    Kant dał sposób myślenia wszelkim totalitarystom aż po globalistów NWO sięgających po najgorsze zbrodnie, najgorsze odczłowieczenie, najgorszą bestializację.


    "Szanowny Pan uznaje jako właściwą jedynie "etykę przekonań" opartą o " osąd służebności, a więc intencji".Wolno szanownemu Panu mieć taki system moralny jaki sobie szanowny Pan uzna za stosowny."

    Nic takiego nie twierdzę. Etyka przekonań ma sens wyłącznie w odniesieniu do przekonań politycznych - czyli np. czy most w okolicy miejscowości X ma być w miejscu A, czy B. Nigdy natomiast w odniesieniu do przekonań co do prawdy, zasad sprawiedliwości, demokracji, natury, nauki, moralności, czy człowieczeństwa - a więc kwestii ludzkiej duchowości.
    Polityka chce stanowić, duchowość zaś pozwala jedynie odkrywać.


    "Szanowny Pan uznaje jako właściwą jedynie "etykę przekonań" opartą o " osąd służebności, a więc intencji". Wolno szanownemu Panu mieć taki system moralny jaki sobie szanowny Pan uzna za stosowny".

    Nie, nie, nie. Moja "etyka przekonań" nie przekracza kwestii ściśle politycznych. Już stwierdzenie, że mam swój "system moralny" oznacza system prawny, a nie moralność. Oznacza oszustwo pozwalające oczami etyki porównywać moralności i wybierać sobie coś, co majbardziej odpowiada moim przekonaniom politycznym, czy jakimś materialnie interesownym.
    To już faktyczna "etyka wyboru sobie moralności". Niby mówi o moralności, ale już tam słychać kantowskie "prawo moralne" uzurpatora.

    A z tym ograniczeniem to tak. Moralność rzeczywiście stwarza dla człowieka system ograniczeń - ale do tego, co służy życiu i przeżyciu rodzaju ludzkiego.
    Natomiast sugerowane tu, że lepiej nie mieć ograniczeń to już satanizm i wszelka zbrodnia - bo tyle jest warta "etyka przekonań" w odniesieniu do moralności.
  • @programista 14:56:05
    Dodam jeszcze, że ta cała "etyka przekonań" jest od początku wymyślona jako wielkie oszustwo nie tylko w odniesieniu do w odniesieniu do moralności, ale i do wszelkich ludzkich wartości.
    Cóż np. stoi na przeszkodzie, aby ją stosować np. wobec prawdy?

    Przecież w kwestiach życiowych nie starczy przekonanie - musi być już niewzruszona wiara w ciągłość ducha życia.
    W kwestiach życia opieramy się nie na przekonaniach, a na wierze.
    Nawet ateizm nie jest przekonaniem że Boga nie ma, a wiarą, że Boga nie ma.

    W kwestiach człowieczeństwa trzeba by już "etyki wiary" - a to dopiero by była kosmiczna bzdura.
    Choć kto wie, czy ekumenizm rozumiany w poprawnym politycznie duchu NewAge nas tu czymś nie zaskoczy - np. delegacją Biblii "za nieetyczność" nauki o faryzeuszach, czy homoseksualistach albo satanistach.

    Kant swoją filozofią o możliwościach narzucenia praw stanowionych na kwestie społeczne otworzył tu wielką puszkę Pandory z chorobami ludzkiej duchowości, czy raczej lampę Alladyna ze złym dzinem i wszelką zbrodnią na ludzkości.
    Dotyka to już i samego Kościoła w którym od SV II do głosu doszli jego wrogowie wewnętrzni z protestanckim i new-agowskim spojrzeniem na ekumenizm i jak się tu Kościół szybko nie pozbiera, a coś takiego zostanie przeforsowane, to już Kościoła nie będzie.
  • @miarka 18:30:38
    "Przecież w kwestiach życiowych nie starczy przekonanie - musi być już niewzruszona wiara w ciągłość ducha życia."

    Ten cytat szanownego Pana chyba uświadomił mi błąd jaki popełniam w tej dyskusji.
    Otóż jak człowiek kierujący się moralnością odpowiedzialności, kieruję się wyłącznie skutkami jaki przynoszą poszczególne działania. Dlatego też wątpię stale we wszystko, jestem krytyczny do wszelkich uogólnień gdyż rozumiem że możliwe są takie warunki w których uogólnienia będą wymagać weryfikacji. Kluczowym narzędziem którym się posługuję są kartezjańskie zasady logicznego wnioskowania.
    Mój błąd polega na tym, iż od szanownego Pana także zupełnie bezpodstawnie spodziewałem się argumentów spełniających te właśnie zasady. Zupełnie nie uwzględniłem tego, że ponieważ szanowny Pan opiera się przede wszystkim na wierze, to przestrzeganie zasad logicznego wnioskowania jest szanownemu Panu do niczego nie potrzebne i szanowny Pan po prostu nie stosuje zupełnie tej metody. Przynosi to taki efekt że prawdopodobnie nie jesteśmy w stanie wzajemnie się zrozumieć.
  • @programista 08:52:22
    "Otóż jak człowiek kierujący się moralnością odpowiedzialności, kieruję się wyłącznie skutkami jaki przynoszą poszczególne działania ... Zupełnie nie uwzględniłem tego, że ponieważ szanowny Pan opiera się przede wszystkim na wierze, to przestrzeganie zasad logicznego wnioskowania jest szanownemu Panu do niczego nie potrzebne i szanowny Pan po prostu nie stosuje zupełnie tej metody. "

    Owszem, nie rozumiemy się, ale z powodu innego rozumienia logiki systemu wartości.
    Nie można sobie napisać "moralność odpowiedzialności" i już naginać do tego rzeczywistości, bo odpowiedzialność to element sprawiedliwości, a ta jest wartością duchowo niższego rzędu jak moralność. To odwrócenie hierarchii wartości i bełkot.
    Odpowiedzialność ze swej natury dotyczy tylko sprawiedliwości, a więc "w skrócie": "czy w wyniku działania lub jego braku ktoś zostanie skrzywdzony, czy nie, czy otrzyma to, co mu się należy, czy nie"?
    Moralność zaś oznacza "w skrócie": "czy w wyniku działania lub jego braku ktoś przeżyje i to w spojrzeniu dalekowzrocznym, czy nie, czy długotrwale będzie miał warunki do życia, czy nie"?
    „Odpowiedzialność moralności” jest więc sensowna. To mniej więcej tyle, co dbałość o warunki żeby mnie nikt nie krzywdził, abym zawsze otrzymywał to co mi się należy, abym przez to mógł bezpiecznie dbać o swoje dalekowzrocznie widziane perspektywy życiowe”.
    I już mamy całą dziedzinę rozważań.

    Dołożę jeszcze, że moralność jest wartością wyższego rzędu jak odpowiedzialność, bo jak zachowam się nieodpowiedzialnie i zostanę okradziony, czy ktoś lub cała nawet moja grupa poniesie z tego tytułu stratę to wcale nie znaczy, że pomrzemy, natomiast jak nie zadbam o warunki niezbędne do życia swojego czy kogoś z mojej grupy, albo i całej grupy to pomrzemy i czy jeszcze do tego będziemy okradzeni, czy oszukani, to już nieważne.

    Na zakończenie polecę skojarzoną z naszą dyskusją dyskusję z panem Marcinem Kotasińskim. Tam też na pierwszy rzut oka postwa irracjonalna wyglądala na błędną.
    http://poznanie.neon24.pl/post/136958,teoria-prawdy-koherencyjnej-francisa-h-bradley-a
  • @miarka 13:19:38
    "Moralność zaś oznacza "w skrócie": "czy w wyniku działania lub jego braku ktoś przeżyje i to w spojrzeniu dalekowzrocznym, czy nie, czy długotrwale będzie miał warunki do życia, czy nie"?"

    Czyli dla przykładu okradzenie drugiego człowieka z pewnej części tego co posiada nie jest czynem niemoralnym. Bowiem w spojrzeniu dalekowzrocznym ten okradziony przeżyje i "długotrwale będzie miał warunki do życia".
    Dodatkowo ponieważ moralność dotyczy "spojrzenia dalekowzrocznego" to praktycznie żaden człowiek nie może wydawać osądów moralnych, bo jego życie jest zbyt krótkowzroczne. Osąd moralny zatem przynależy jedynie "Bogu i historii".
  • @programista 13:55:17
    "Czyli dla przykładu okradzenie drugiego człowieka z pewnej części tego co posiada nie jest czynem niemoralnym".

    Tak, dokładnie tak jest. Jest czynem niesprawiedliwym. To częsty błąd podciągać wszystko co jest grzeszne pod moralność.


    "Dodatkowo ponieważ moralność dotyczy "spojrzenia dalekowzrocznego" to praktycznie żaden człowiek nie może wydawać osądów moralnych, bo jego życie jest zbyt krótkowzroczne. Osąd moralny zatem przynależy jedynie "Bogu i historii"."

    Bez przesady. Tu nie może chodzić o wszystkich dalekowzrocznie tylko o zagrożonego dalekowzrocznie.
    Przykładowo jak ktoś będzie karmił dziecko żywnością GMO. Będzie pięknie wyglądała, będzie smakowita i w wystarczającej ilości. I dziecko pożyje - może i 20 lat. Tylko że i tak umrze młodo i bezpotomnie.
    Natomiast ten, co zwróci ojcu uwagę, że to GMO sam może za 3 dni umrzeć ze starości, a ojciec dzień później zginąć w wypadku - i to akurat nie ma znaczenia w temacie.
    Ważne że dziecko zyskało przestrogę i już tego nie zje, a więc może przeżyć normalne życie.
  • @miarka 14:43:37
    Ale przykład z GMO nie prezentuje osądu moralnego zgodnie z definicją szanownego Pana!
    W momencie gdy "ktoś będzie karmił dziecko żywnością GMO" nie są znane dalekowzroczne wyniki tego działania, a jedynie są znane różne przewidywania odnośnie przyszłych konsekwencji. Nie ma zatem nadal żadnych podstaw do wydania osądu moralnego. Dopiero gdy pojawią się wyniki działania będzie można dokonać osądu moralnego.
    Tak samo jak w przykładzie z kradzieżą - dalekowzroczne konsekwencje tego czynu mogą spowodować śmierć osoby okradzionej. Ale ten fakt będzie znany dopiero po wielu latach. Chociaż także występują przewidywania odnośnie przyszłych konsekwencji.

    Czekam zatem na przykład od szanownego Pana w którym będzie można dokonać sądu moralnego bez oczekiwania na dalekowzroczne wyniki - bo tylko takie wyniki będą obiektywne. Bez takiego przykładu pozostaje w mocy moja teza iż moralność wg definicji szanownego Pana służy tylko "Bogu i historii".
  • @programista 15:21:31
    Nie. Sądów ludzie nie dokonują po fakcie, a zanim do niego dochodzi. Dokonują go w swoim sercu i w swoim sumieniu. Kradzież może spowodować śmierć, więc być czynem niemoralnym, zbrodnią (np rabunek zboża na zasiew – a na rozkaz Stalina spowodował śmierć wielu milionów ludzi). I odwrotnie - zabicie człowieka może być czynem moralnym i usprawiedliwionym. Nawet rozkaz może być czynem niemoralnym i wykonania takiego rozkazu żołnierz musi odmawiać pod groźbą kary.

    Po fakcie to sądów narratorzy piszący historiiię, antropolodzy, dla których życie nie ma wartości, dokonują patomorfolodzy wystawiający obdukcję, dokonują sędziowie skorumpowani, którzy szukają pretekstu, aby uwolnić zbrodniarza od kary.
    Sądy sprawiedliwe chronią dobrych i przed faktem, i przed powtórką faktu, kierują się rozumem, mądrością i logiką, używają w osądach wszekich swoich zdolności duchowych.

    Człowiek moralny jest człowiekiem sumienia - jest sędzią sprawiedliwym, sądzącym nie ze względu na prawo, które może być sprowadzonym do litery prawa bezprawiem i uzurpacją, nawet nie tylko ze względu na dobro, bo i między rodzajami dobra wybór może być słuszny lub nie, ale dokonuje sądów zwłaszcza ze względu na życie ludzkie w perpektywie.
    Kiedy z osądu wynika, że jest zagrożone, działa bezzwłocznie.


    „Ale przykład z GMO nie prezentuje osądu moralnego zgodnie z definicją szanownego Pana!
    W momencie gdy "ktoś będzie karmił dziecko żywnością GMO" nie są znane dalekowzroczne wyniki tego działania, a jedynie są znane różne przewidywania odnośnie przyszłych konsekwencji. Nie ma zatem nadal żadnych podstaw do wydania osądu moralnego. Dopiero gdy pojawią się wyniki działania będzie można dokonać osądu moralnego”.

    Nieprawda. Przykład jest dobry. Konsekwencje trzeba przewidywać wcześniej. Od tego są uczciwe i mądre badania możliwych skutków. Inaczej to jest zbrodniczy eksperyment na ludziach, a może i ukryte za maską głupoty i błędnych procedur zaplanowane ludobójstwo.
    Za tym drugim rozumieniem GMO świadczy fakt, że badania przed dopuszczeniem GMO na rynek były ukrywane i skracane do czasu, kiedy jeszcze złych objawów nie było.
    Inna sprawa, że tu jeszcze dochodzą niemoralne skutki wypuszczenia GMO do środowiska naturalnego, a więc zbrodni, która się dokonuje pod pretekstem produkcji żywności, to też jest kolejnym elementem zaplanowanego ludobójstwa – bo tu też uczciwych badań nie było.

    Cały problem z tym, że jeszcze ze skrzywdzeniem kogoś lub nie, to mogę ryzykować, ale z pozbawieniem go zdrowia lub życia to już nie. W pierwszym przypadku grożą skutki z zasady odwracalne – w drugim przypadku trwałe, a w perspektywie zagłada ludzkości.



    "Czekam zatem na przykład od szanownego Pana w którym będzie można dokonać sądu moralnego bez oczekiwania na dalekowzroczne wyniki - bo tylko takie wyniki będą obiektywne”.

    Tak potwornego szyderstwa z moralności to jeszcze nie widziałem. Toż to sam diabeł przebrał się za Kanta. Prawnictwo do potęgi. Litera „prawa” ponad moralność. Satanistyczna odwrotka systemu wartości.

    Tysiąc zawodowych morderców, każdy z milionem zaliczki od Sorosa w kieszeniach urządziło sobie polowanie na Trumpa, a ten czeka z przerwaniem dokonującej się zbrodni, aż ona nastąpi żeby już mieć materialny, obiektywny dowód.

    Monsanto puszcza na rynek kolejny nieprzebadany ze 100% pewnością produkt, i jeszcze sprzedawany jako nieoznakowany, a do tego uprawiany w naturze bez należytych zabezpieczeń żeby się nie rozsiewał i krzyżował z naturalnymi, a ten chce czekać na przerwanie zbrodni aż się ludzie przestaną rozmnażać, albo i ostatni człowiek umrze.
  • @miarka 02:09:31
    "Nie. Sądów ludzie nie dokonują po fakcie, a zanim do niego dochodzi."

    Warto by szanowny Pan zdecydował się po prostu na spójną definicję. Bo tak to zaprzecza szanowny Pan swojemu własnemu wcześniejszemu określeniu moralności:

    ""Moralność zaś oznacza "w skrócie": "czy w wyniku działania lub jego braku ktoś przeżyje i to w spojrzeniu dalekowzrocznym, czy nie, czy długotrwale będzie miał warunki do życia, czy nie"?""

    Idealnie pasuje do tego kolejny cytat szanownego Pana:
    "Tak potwornego szyderstwa z moralności to jeszcze nie widziałem."
  • @programista 07:34:35
    Nie przekręcaj. Cały czas chodzi w moralności o osąd sumienia. To funkcjonuje bez przerwy i już podczas podejmowania decyzji o działaniach lub zaniechaniach działań, i bez czekania na skutki.

    Usiłujesz sprowadzić moralność do prawa, "do etyki, do ideologii Kanta, do sądu na podstawie idiotycznego, wydumanego przez Kanta "prawa moralnego".
  • @miarka 13:18:57
    Przede wszystkim chodzi o to, na czym się taki "osąd sumienia" opiera?
    Czy na dowolnym widzimisię, że dzisiaj będzie tak a jutro na odwrót, a za dwa dni jeszcze inaczej, czy też "osąd sumienia" opiera się o jakieś zasady, reguły, kryteria - nazywane prawami moralnymi. Prawa stałe, niezmienne możliwe do zastosowania wobec różnych klas działań które podejmuje "właściciel sumienia".

    A szanowny Pan dla moralności prawa odrzuca. Czy w takim razie uznaje szanowny Pan by w "osądzie sumienia" kierować się wyłącznie kaprysem? Wyłącznie "głosem wiary" który sam powie jakiego "osądu moralnego" należy dokonać?
  • @programista 14:49:41
    Nie. Na takie szyderstwo z człowieczeństwa już odpowiadał nie będę. W ogóle mam wątpliwości czy nasze rozmowy mają jakikolwiek sens.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930