Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
51 postów 411 komentarzy

Refleksje zrzędliwego emeryta

PiotrZW - Ślązak, katolik, socjalista

Samobójcy

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Emerytura – czas wspomnień i podsumowań. Życie autora niniejszego blogu nie było przegrane, ale rozciągał się nad nim ponury cień. Dzisiaj dostrzega w nim oddziaływania złego ducha. Samobójstwa, z którymi się zetknął, to tylko jeden z jego wymiarów.

Achim. Wspominam go coraz częściej, coraz częściej zachodzę na jego grób i coraz bardziej  dochodzę do wniosku, że w ogóle był mi najbliższym przyjacielem. To chyba tak jest, ze przyjaciela znajduje się w dzieciństwie. Razem rozwijaliśmy bicepsy ćwicząc hantlami, razem ćwiczyliśmy uderzenia boksując w stodole worek wypełniony szmatami. Opowiadał mi o zalotach dziewczyny, w której ja się kochałem. On akurat kochał się w innej, ale nie miał odwagi do niej podejść. Tylko mi się zwierzał.
Kolegowaliśmy się, mimo, że nasze rodziny były mocno skłócone – procesy o ziemię, o majątek, oszustwa, nienawiść itd. Ja podjąłem walkę, żeby pójść wyżej. Jedna paskudna szkoła, druga. Obrzydlistwo, jak to wspominam. On został we wsi. Nie miałem czasu dla niego. Podobno rozpił się w wojsku, ożenił się, dzieci, no i kiedyś – podobno w pijackim delirium… drzewo, sznur. Może, gdybym pozostał we wsi, gdyby nie moje ambicje, razem byśmy przetrwali…
 
Jasiu.W Duszpasterstwie Akademickim był jedną z najmocniejszych postaci. Myśmy, tzn. kilku z nas, podchodziło do spraw wiary krytycznie. Dyskutowaliśmy szeroko dziesiątki kwestii, w których nauka podważała prawdy objawione, wykłócaliśmy się z duszpasterzem, on nie miał żadnych wątpliwości, mimo że też studiował na politechnice. Po prostu, nie miał wątpliwości. Był synem nauczyciela, a więc nie można mówić o jakiejś prostej wierze wyniesionej z chłopskiej chaty.
Po studiach, motywowany swoją głęboką wiarą, pojechał służyć upośledzonym do zakładu dla ociemniałych w Laskach. Po pewnym czasie otrzymał tam etat. Procował tam może nawet kilkanaście lat. Dlaczego zrezygnował, nie wiem, i nikt ze znajomych tego nie wie. Ożenił się chyba jeszcze tam w Warszawie, bo Laski to gdzieś pod Warszawą leżą. Troje dzieci. Żona zmarła na raka, syn zabił się w Tatrach. Zwykł był samotnie wędrować po górach, przez pół roku nie mogli go znaleźć. To wszystko podobno tak wpłynęło na Jasia, ze popadł w głęboką depresję, no i… tak  jak Achim.
 
Wiesiek.Razem zakładaliśmy tygodnik przy pierwszym zarządzie śląsko-dąbrowskiej Solidarności. Dobierał współpracowników-dziennikarzy według ambitnego klucza: SZEF Solidarności dziennikarzy radia, szef Solidarności dziennikarzy telewizji, szefowie Solidarności albo aktywni działacze z kilku uczelni, korektę robił nam profesor filologii polskiej. Nakład tygodnika rósł z numeru na numer o kilkanaście tysięcy.
Wiesiek musiał być przez kogoś kierowany, bo podejmował zadania niezwykle ambitne, na które sam nie mógł wpaść. Podejrzewam KOR. Zakładał komitet doradczy zarządu regionu z prof. Augustem Chełkowskim na czele, ściągał do redakcji na rozmowy Jana Dworzaka, późniejszego szefa telewizji, prof. Leszka Nowaka, marksistę, tego od teorii trój panów.  
Po wprowadzeniu stanu wojennego połowa zespołu redakcyjnego opuściła kraj. Nie mówiłem tego, ale uważam, że w ten sposób sami zdezawuowali swoje zaangażowanie w walkę o wolność i demokracje. Kilku z nich – obecnie profesorów –  pracuje w szwedzkich uczelniach, szef Solidarności radia swoim filmem z żoną Stanisława Tymińskiego być może doprowadził do jego przegranej w wyborach prezydenckich.
Wiesiek wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Przed wyjazdem wziął ślub i wyprawił niezwykle wystawne wesele. Po mszy św. Zawiózł gości do jakiegoś pałacyku, gdzieś daleko za miastem i musieliśmy bawić się gdzieś do siódmej rano. Kilkaset osób. Kilka lat później dostałem od Kazimierza Świtonia kilka zdjęć z jego pogrzebu i wycinek z gazety, z którego wyczytałem, że Wiesiek o godz. 7.30 rano wdrapał się na galerię jakiegoś marketu (Gallery shopping mall) w centrum Richmond i rzucił się w dół. Istnieją podejrzenia, że ktoś mu w tym pomógł.
Jeśli to było rzeczywiście samobójstwo, to mogę je sobie tłumaczyć jego ambicją. Tu, w Polsce, był kimś. Młody student rwał do góry w błyskawicznym tempie, a tam… Powinien był pozostać, dzisiaj bez wątpienia byłby tu kimś.
Nie wykluczam, że to było fikcyjne samobójstwo, a Wiesiek już pod innym nazwiskiem pracuje dla jakichś tajnych służb. Redaktor –  Łokieć chyba – z miesięcznika Wilhelma Szewczyka, nie pamiętam tytułu, opowiadał mi, że I sekretarz PZPR w Katowicach Wiesław Grudzień w stanie wojennym zainscenizował własną śmierć, po to, żeby uniknąć odpowiedzialności i przeniósł się do willi gdzieś na Lazurowym Wybrzeżu. Podobne rzeczy piszą też o śmierci Jana Kulczyka.
 
Syn Piotra.Nie znałem go, znam tylko Piotra. Bystry i inteligentny, chyba inteligentniejszy niż ja, a przy tym niezwykle wrażliwy i szczerze wierzący i na tej podstawie domniemywam, jaki musiał być jego syn: inteligentny i wrażliwy. Podobno zamknięty w sobie i popadający niekiedy w depresję. Kiedy podrósł, zwykł był na całe miesiące wyjeżdżać z domu bez słowa. Ostatni raz wyjechał i nie było o nim słychu przez cały rok, aż z Ustrzyk w Bieszczadach przyszła informacja, że go znaleźli powieszonego w lesie.  Wykluczają zabójstwo.
Piotr jeździł kilka razy na miejsce tragedii. Kiedyś zastał tam drwali, porządkujących wyręb, więc nie zbliżył się, tylko przypatrywał z daleka i wtedy zobaczył pod pniem plecak. Był jego syna. Z zachowanych notatek i paszportów dowiedział się, ze chłopak objechał całą kulę ziemską, łącznie z Nową Zelandią. Dlaczego, prowadząc tak ciekawe życie, zdecydował się ze sobą skończyć? Kto to wie oprócz Boga?
 
Tomek.Nie polubiłem go od razu. Kiedyś, kiedy zacząłem pracę, zademonstrował mi, że sobie nie radzę jako sztygar. Jakaś awaria, zastanawiałem się, co robić, przejął kierowanie, ściągnął ekipę, rach-ciach i po kłopocie. Niezwykle przystojny i bardzo podobny do pierwszego szefa zakładu, właściwie założyciela zakładu – już na emeryturze. Mówiono, ze to jego nieślubny syn albo syn z pierwszego małżeństwa. Zazdrościłem mu. –  Ma drogę przetartą do kariery, nie to co ja, który musiałem całe życie walczyć, by w ogóle przeżyć. Miał już własne mieszkanie.
Okazało się, że z poparciem domniemanego ojca nie jest tak, jak sobie to przedstawiałem. Prawdopodobnie duma nie pozwalała Tomkowi skorzystać z jego protekcji. Układ władzy w zakładzie był mocno zakonserwowany, trudno było się przebić. Tomek próbował gdzie indziej, potem jednak wrócił. Podjął studia. Nie rozumiałem, dlaczego wieczorowe. Prawdopodobnie powodowała nim ambicja szybszego wspięcia się wzwyż. Zaliczał studia i równocześnie lata pracy, zdobywał doświadczenie.
Z czasem go polubiłem. Stwierdziłem, ze jest jedynym człowiekiem w zakładzie, który jest ze mną szczery i jest mi życzliwy. Planował swoją przyszłość – studia jakieś menedżerskie. Powinien bez problemu znaleźć pracę w większej firmie. Wiadomość o jego śmierci spadła na nas wszystkich tam jak grom z jasnego nieba. Rozmawiałem z nim kilka dni wcześniej i nic nie wskazywało, ze ma jakieś kłopoty. Podobno zawód miłosny. Ukrywał to w sobie. Długo nie mogłem się otrząsnąć.
Cały czas myślę – dlaczego? Dochodzę do wniosku, że Tomka życie za słabo biło, nie upokarzało go tak, że nabrał pokory. Kiedy pierwszy raz w życiu przegrał to, co najcenniejszego w życiu – miłość dziewczyny, duma nie pozwoliła mu się z tym pogodzić.
O tym, że wywodził się z lokalnej sosnowieckiej elity, świadczył jego pogrzeb. Katedra była pełniuśka.
 
***
 
Wszystkie te samobójstwa nie miały podłoża społecznego w sensie kłopotów materialnych, jakichś trudności z utrzymaniem, wszystkie wynikały z niezwyczajnej wrażliwości chłopaków i – kłopotów na poziomie relacji z najbliższymi. Tak, przychodzi moment w życiu emeryta, że dochodzi do wniosku, iż to, co uważał za swoje ciężkie brzemię – niskie pochodzenie i związana z tym konieczność ciągłej walki o egzystencję – być może w ogóle zachowało go przy życiu. Emeryt też za bardzo przeżywa często nieważne sytuacje.
 
***
Kiedyś Kościół głosił, że samobójstwo jest aktem rozpaczy, a więc – zwątpienia w miłosierdzie Boże i uważał, że takie osoby idą prosto do piekła. Samobójców nie pozwalał chować na cmentarzach. Trudno mi się z tym zgodzić. Takie hasła mają sens jako metoda zapobiegania samobójstwom poprzez straszenie ogniem piekielnym, ale nic więcej. Dzisiaj kapłani chowają samobójców bez oporu, a jako największy atrybut Boga wskazują Jego miłosierdzie.
Ojciec Pio miał dar głębszego widzenia rzeczy duchowych. Kiedyś podszedł do jednej z kobiet, wyczekujących na rozmowę z nim i powiedział jej coś takiego, nie pamiętam dokładnie:
– Proszę się nie zadręczać, syn w ostatnim momencie poprosił boga o przebaczenie i otrzymał je.
Syn tej kobiety popełnił samobójstwo rzucając się z mostu do rzeki.

Za każdym samobójstwem stoi zaniedbanie najbliższego otoczenia, obojętność najbliższych, choćby tylko to, że ofiary nie miały nikogo, przed kim mogłyby się otworzyć, przed kim chciałyby się pożalić. Biorąc szerzej, każde świadczy o chorobie społeczeństwa.   

KOMENTARZE

  • Autor
    Piękne, głębokie, wrażliwe i bardzo potrzebne. Chylę czoła 5* BJ
  • @Bogusław Jeznach 22:40:09
    Dziękuję.

    Trochę niedopracowane stylistycznie, ale to dlatego, że b. osobiste.
  • U nas chowają takich pod płotem...
    U nas na wiosce samobójców wcale nie ma. Jeśli nie liczyć tych, co z przepicia skonali lub zamarźli zimkową porą, gdy po pijaku do zagrody swej nie umieli natrafić. Wóda największe żniwo u nas zbiera, ale takie zejście nie liczy się jako samobój, bo człek ubezwłasnowolniony jest. Dlatego każdy denat alkoholowy u nas normalny i uczciwy, cmentarny pochówek otrzymuje.

    Razu jednego przy upędzie bimbru ojciec z synem się podpalili, gdy im aparacik eksplodował, a oni, debile dwa, przy ognisku opodall kieĺbaski smażyli. Stary skonał zaraz, synek przeżył popalony, ale to się w statystyce do samobójstwa nie zalicza, ino do głupoty. A ta, wiadomo, nie jest grzechem.

    Miejscowi więc same okazy zdrowia psychicznego, ale na jednostce naszej był raz młody żołnierz, co się skutecznie pochlastał. Znaleźliśmy go rano na prysznicach, tętna już nie miał, keczapu na całą łaźnie było. Chyba chciał, by go uratowali, bo inaczej wybrałby inny sposób zejścia. Broń i ostre amo wydawane jest codziennie, mógł pewniejsze i mniej bolesne wyjście znależć. Dupa go rzuciła, taka pinda z Wrocka. Na oko nic specjalnego, nieokreślony kolor włosów, ni to blond, ni to szare. Oczka też takie więcej niewyraźne, jakby rozmyte, mgliste. Cyc i wszystko inne też takie jakieś nieokreślone, trzy razy trzeba spojrzeć, by włości w ogóle zauważyć, taka wrocławska mistrzyni przeciętności. Jak na pogrzeb zjechała, to setka chłopaków ją sobie dokładnie pooglądała, a do dziś nie wiadomo, czy ładna, czy brzydka i ile wzrostu miała i imię jakie. Taki kamuflaż niedefinialności wokół roztaczała. Zabijać się dla czegoś takiego, to niepoważne, leży teraz chłopak pod cmentarnym murkiem, koło śmietników. Nasz kapelan nie chciał go pochować, musiał miastowy modernista zjechać, nawet sutanny nie miał, ino garnitur, dziwny ksiądz, kremówkowiec chyba.

    Gdyby wioskowe chłopy i żołnierze zawodowi zaczęli samobójstwa popełniać, to znak pewny, że resztówka ostatnia normalności na tem padole upada i że nawet instynkta samozachowawcze nie działają. Ostateczne czasy wtedy już z pewnością nastaną, nic wtedy już pewnem nie będzie, entropia i rozpiździec nastąpią. Na dzień dzisiejszy, to wasze, miastowe, luksusowe problemy są, wojna nadchodząca szybko wam myśli samobójcze z łebków pustych, cywilnych, wybije.
  • BTW...
    Od czasów Judasza, samobój jest przeznaczeniem wszelkiej maści sprzedawczyków, zdrajców i kapusiów. Ostatnia szansa, by zapłacić za krzywdę i zachować resztki godności. Judasz na gałęzi jest prawie sympatyczny, ludzki w swej porażce. Kasy przecież nie przepił, rzucił swoje srebrniki żydom.

    Tak więc, Filipie, wiesz już, co ci czynić potrzeba.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930