Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
50 postów 396 komentarzy

Refleksje zrzędliwego emeryta

PiotrZW - Ślązak, katolik, socjalista

Nasze wesela

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Są coraz wystawniejsze, coraz dowcipniejsze, ale jest jedno ale...

 
W okres małżeński wkracza pokolenie moich bratanic i bratanków. Ponieważ jest ich wiele i wielu, uczestniczę w hucznych zabawach średnio dwa razy w roku. Dodajmy do tego srebrne i złote wesela, sześćdziesięcio-, siedemdziesięcio- i osiemdziesięciolecia moich braci, a także spóźnione wesela, na które zapraszają nas obecni mieszkańcy Niemiec. Lidia, bratanica z Trewiru urządziła u nas wystawne obchody dwudziestopięciolecia ślubu.
– Na naszym weselu było tylko sześciu gości – powiedziała. – Musimy nadrobić obowiązki wobec rodziny.
Średnio wychodzi mi jedna uczta na kwartał.  Garnitur w szafie nie zbutwieje.
...
 
Wiele się zmieniło od dawnych czasów, ale istota wesel pozostała ta sama: zabawić się i pokazać się. Od czasu przełomu politycznego 1989 r. ukształtował się nowy styl zabaw, choć... ze starą treścią.
 
Co się zmieniło?
 
Zamożność wzrosła. Nie wszystkim, oczywiście. Wzrosła głównie tym, którzy pracują na Zachodzie, a mało kto tam nie pracuje. Wesela organizują w obszernych dworach i pałacach, starych, odrestaurowanych i nowych, których sporo pojawiło się w okolicy. Zapraszają – przynajmniej w mojej rodzinie – średnio po dwustu gości. Obżarstwo panuje jak dawniej, wybór mięsiwa bardziej urozmajcony, ale smaki już nie to co kiedyś.
 
Struktura. Ustalił się już nowy, choć z elementami starego, scenariusz weselnych zabaw.
 
I. Przywitanie młodej pary. Chleb z solą, toast szampanem, „gorzko, gorzko, gorzko…”, młoda para rzuca kieliszki za siebie i potem kolejka z życzeniami i kopertówkami. Dzisiaj już prezentów w innej formie niż banknoty się nie wręcza. Trzeba dać przynajmniej tyle, żeby pokryło to koszty przyjęcia gościa, ale jak ktoś nie da, to nikt się nie obraża. No, i kwiaty. Coraz częściej jednak na zaproszeniach pojawia się zdanie, że państwo młodzi woleliby zamiast kwiatów butelkę wina.
 
II. Po życzeniach tradycyjny śląski obiad i już tańce. Potworny hałas uniemożliwiajacy rozmowy przy stole. Zespół muzyczny, przygrywajacy do tańca, poczuwa sobie za obowiązek zabawiąć gości. Jeden z muzykantów pełni rolę wodzireja, organizatora zabaw, a więc odbijane, sznury tancerzy, kółka itd. Najróżniejsze, i Kaczuszki, i taniec Zorby i wiele innych. Dawnych śląskich brak.
 
III. Życzenia składane przez dzieci. Te – życzenia – są coraz dowcipniejsze. Prawdopodobnie goście przywożą ze sobą, co wydawało im się najśmieszniejsze na innych weselach i w ten sposób dokonuje się selekcja i ubogacanie repertuaru. Para młoda, posadzona na krzesłach na środku sali, obdarowuje czekoladami. Potem do kolejki włączają się dorośli z prześmiewnymi rymowankami, życząc sobie butelki z mocniejszym napitkiem. Niestety, z wszystkich próśb zapamiętałem tylko dwa krótkie i mało dowcipne:
My som dwa bawoły i chcemy flaszkę gorzoły;
– My som dwa kamerady i chcemy dwie szokolady. 
 
IV. Wieczorem, przy zaciemnionej sali, pojawia się nowość w stosunku do tradycji: prezentacja slajdów z przeszłości panny młodej i pana młodego, z okoliczności poznania się i z przebiegu ich znajomosci. Każde zdjęcie okraszone dowcipnym i – co istotne – bardzo powściągliwym i kulturalnym komentarzem. Ostatnio coraz częściej bierze to na siebie ktoś z zespołu muzycznego.
 
V. Późnym wieczorem, albo raczej już nocą – oczepiny i to, czego nie znosi moja małżonka.
– Czy te przyśpiewki musza być takie wulgarne?
Mnie one już nie ruszają, gdyż, po pierwsze, wiele już w życiu słyszałem, a po drugie, więcej przyjemności znajduję we wczesnym przytuleniu się do poduszki niż w tych grubych przegaduszkach.
 
Następnego dnia poprawiny.
...
 
Niby wszystko w tych weselach jest fajne, spotykamy się w gronie szerszej rodziny, mamy okazję dowiedzieć się, co u krewnych nowego, niby mamy okazję porozmnawiać, możemy potańczyć, pożartować, dobrze pojeść, ale jest jedna rzecz, która to wszystko niweluje. Hałas. Nasze wesela coraz bardziej upodabniają się do dyskotek. Młodzi bawią się, tańczą w parach, w wężach, w kołach, ale mało rozmawiają ze sobą. Nasza epoka jest epoką hałasu, uniemożliwiajacego prawdziwe spotkanie człowieka z drugim człowiekiem i głębszą refleksję. Ale…, może to tylko spojrzenie starego malkontenta.
 
Podczas toastów patrzę na młodych gości – i młodą parę, oczywiście – i zastanawiam się, jakie ich potrzeby zaspokajają te imprezy. Czy znajdują to, czego im potrzeba? Mogą się zabawić, wyszumieć, odurzyć i zapomnieć o trudach życia. Myślę sobie, że jednak najbardziej pragnęliby nie musieć tak ciężko pracować i być na co dzień z najbliższymi.
 

KOMENTARZE

  • Autor
    Jak zwykle u Pana, bardzo trzeźwe i bardzo autentyczne. 5*
    Serdecznie pozdrawiam BJ
  • @Bogusław Jeznach 20:25:59
    Znowu dziękuję za niezasłużone pochwały.
  • @Bogusław Jeznach 20:25:59
    Ale potrzebne mi są Pańskie pochwały.
  • Ukryty sens wesel
    Tak się składa, że niedługo mój syn będzie się żenił i w związku z tym tematyka ślubów i wesel, jest u mnie ostatnio „na wokandzie”. Wesele to bardzo stary obyczaj, mający, jak wszystko mocno obrosłe tradycją, głębokie korzenie w duchowości. Pan jako katolik, zapewne nie dostrzega tej głębi, bo z ambony jej nie tłumaczą, ale nam, ludziom inteligentnym, wypada przynajmniej wiedzieć co i jak. Małżeństwo, to duże wyzwanie dla obojga małżonków, którzy muszą pogodzić swoje słabe strony, odziedziczone po Rodzie, który reprezentują. Dzięki tajemniczej woli Opatrzności, zwykle dobieramy się w taki sposób, aby nasze słabości uwierały drugiego na tyle mocno, że w ciągu długiego pożycia, musi on coś z tym zrobić. I tak się wzajemnie dopingujemy do pracy nad sobą. Dzięki temu, nasze Rody, z pokolenia na pokolenie, pozbywają się błędnych przekonań i szkodliwych nawyków, które przez stulecia obniżały jakość życia naszych przodków. Dlatego wesele, to nie jest banalna zabawa i taka sobie rozrywka, ale zbiorowe błogosławieństwo dwóch Rodów, aby Młodym udało się ich życie jak najlepiej, bo ich sukces przekłada się na sukces następnych pokoleń.
  • @Krzysztof Szotowicz 13:58:47
    Dziękuję za uzupełnienie.

    Rozumiem aspekt społeczny małżeństwa. Oficjalnie, przed całą społecznością deklarujemy coś ważnego.

    Rozumiem aspekt religijny. Już nie jest nas dwoje, ale wprowadzamy Boga w nasze relacje.

    O małżeństwie i wesel u jako opatrznościowym sposobie eliminowania wad rodów pierwsze słyszę.
    "Dzięki tajemniczej woli Opatrzności, zwykle dobieramy się w taki sposób, aby nasze słabości uwierały drugiego na tyle mocno, że w ciągu długiego pożycia, musi on coś z tym zrobić. I tak się wzajemnie dopingujemy do pracy nad sobą." W odniesieniu do mojego małżeństwa muszę przyznać, że coś w tym jest.

    Przydałby się szerszy wpis na ten temat.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031