Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
51 postów 411 komentarzy

Refleksje zrzędliwego emeryta

PiotrZW - Ślązak, katolik, socjalista

Luźne obserwacje,

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

poczynione podczas łazikowania z wnukiem

 Ulice i autobusy wiele mówią o stanie państwa i narodu.Całe dnie spędzam teraz z wnukami, więcej ze starszym, pięciolatkiem, któremu na imię Tymek (od Tymoteusza). Samochód odstawiłem, gdyż jazda po mieście mnie stresuje. Środki komunikacji publicznej pozwalają swobodną refleksję i obserwację ludzi w czasie jazdy.

Przeważają ludzie w mojej grupie wiekowej, tzn. emeryci. Twarze starszych kobiet smutne, zmęczone, zacięte jakieś, naznaczone trudem walki o byt. Rzadko trafia się starsza kobieta o szlachetniejszym obliczu, rozluźniona, spoglądająca na innych życzliwie i z poczuciem godności. Mężczyznom ze starością jakoś bardziej do twarzy.
W porównaniu z okresem PRL, kiedy autobusy pełne były dorastającej młodzieży, spadł jednak poziom agresji. Kiedyś, kiedy wszystkie dobra materialne należały do „ludu pracującego miast i wsi”, PKP, PKS, MZK i tym podobne zakłady świadczyły nam należne – jak nam się wydawało – usługi, toteż czuliśmy się w autobusach jak panowie. Teraz cieszymy się, że komunikacja publiczna w ogóle u nas jeszcze funkcjonuje,bo są rejony, i to nie tylko w górach, gdzie bez własnego samochodu nawet zakupów nie można zrobić.  
Młodych ładnych dziewczyn jak na lekarstwo, na domiar złego te, które są, nie grzeszą poczuciem estetyki. Przynajmniej połowie z nich legginsy nie pasują. Nie ma na czym oka zawiesić.
Pocieszające jest, że pojawiło się na ulicach więcej kobiet z wózkami dziecięcymi. Może za kilkanaście lat nasze ulice znowu rozkwitną pstrokacizną bezpretensjonalnej młodzieży, zwłaszcza tabunami urodziwych nastolatek? Jeśli tylko do tergo czasu co piękniejszych nie wyłowią samcy z Europy Zachodniej.
 
Enklawa socjalizmu.Ze względu na wnków, córka kupiła ogródek działkowy, mocno zapuszczony. Sąsiedzi działkowicze naciskali, żeby go szybko wyplewić i skosić trawę, bo wiatr roznosi nasiona chwastów. Roboty huk. Koszenie, grabienie, kopanie, sadzenie, przycinanie itd. Teraz już zyrwanie owodów. Sąsiadka ostrzegła nas, że doprowadzenie działki do estetycznego stany, zajmuje niekiedy kilkanaście lat. Zależy, ile czasu dziennie temu się poświęca.
Działkowicze i ich działki to relikt socjalistycznej przeszłości. Rzadki już dzisiaj przykład ludzi potrafiących dbać o dobro wspólne, ludzi pracowitych, dla których pojęcie konkurencji nie jest świętą krową. Sąsiad pomógł nam zainstalować kurek na końcówkę rury doprowadzającej wodę, poradził, co i kiedy sadzić, zaprowadził do wspólnego pomieszczenia, skąd można wypożyczać drabiny i narzędzia ogrodnicze, ale też dał do zrozumienia, że oczekują od nas dbałości o porządek. Odpady trzeba dokładnie segregować. Przy kontenerze zawieszonych jest siedem worków, osobny na szkło, osobny na metalowe puszki, osobny na papier, osobny na bio-odpady i na coś tam jeszcze.
Ogródki działkowe funkcjonują na zasadzie spółdzielni. Panuje tu równość – każdy ma tyle samo do powiedzenia, niezależnie od majątku i pozycji społecznej.
 
Trzebienie lasów trwa.W trakcie wycieczki rowerowej z Tymkiej, którego wiozłem w przyczepie, wdałem się w rozmowę z odpoczywającymi drwalami.
– Wycinacie te nasze lasy i wycinacie. Niedługo nic z nich nie zostanie...
– Eee tam... Zaś się zasadzi i nowe urosną.
Cięli dęby. Podobno kubik dębowego drzewa kosztuje już ok. 1 tys. zł. Te, które oni wycinali były tańsze – dęby kanadyjskie, miększe, o czerwonym drewnie, nie nadające się na meble. Wykorzystywane tylko w okleinach z dębów szypułkowych.  
– To nie to samo co nasze dęby, szypułkowe, ale te kanadyjskie wypierają z lasów nasze.
Opowiadali o swojej pracy. Trudna i niebezpieczna. W tym roku zginęło już przy wyrębie drzew dziewięciu drwali.
– Jak jest wypadek w kopalni, to wszystkie gazety o tym piszą, a o nas nic.
Tłumaczli mi, jaki błąd popełnił drwal, który ostatnio stracił życie.
– Trzeba wiedzieć, w która stronę poleci drzewo, to nie jest trudne, i jeżeli wiemy, to już nie należy podpijać klinami. Ścinał topolę czy akację, podciął i wbijał klin. Nie przewidział, że wskutek drgań pień może się przełamać u góry.
Przepracowali w lesie już ponad dwadzieścia lat. Narzekali na zniszczone kręgosłupy.
– Nie wiem, jak dotrwamy do emerytury.
Zademonstrowali Tymkowi cięcie bali mechaniczną. Zwykłych pił, ktore pamiętam z dzieciństwa, już się dzisiaj nie używa.
 
Spotkania leczące z ksenofobii.Tymek bawił się na placu z prześliczna dziewczynką – brązowe oczy, warkoczyki - o ciemnej karnacji. Babcia wołała na nią Nadia. – To musi być od Nataszy albo od Nadieżdy – pomuślałem. – Raczej od Nadieżdy, a więc córka jakiegoś Rosjanina ożenionego z Polską lub Rosjanki, która związała sie z Polakiem. Sądząc po ciemnej karnacji, raczej kogoś z Azji Środkowej.
Dziewczynka wesolutka, wciąż roześmiana i bezpretensjonalna. Nie mądrzyła się, nie narzucała zabaw.. Przeskakiwali z Tymkiem od huśtawki do karuzeli, od zjeżdżalni do ścianki wspinaczkowej. Rozumieli się bez słowa. Padało hasło Huśtamy się? – i już biegli. Radość było patrzeć. Musi być ze szczęśliwej rodziny – pomyślałem.
Trafiłem tylko z imieniem, rzeczywiście Nadieżda. Babcie, z którą przyszła, wyjaśniła, że jest córką Polki i Turka. Rówieśnica Tymka. W domu rozmawiaja po polski. Oboje pracują jako menadżerowie w tureckim hotelu. Zapamiętałem nazwę, więc po powrocie do domu wrzuciłem do wyszukiwarki internetowej. Ogromny budynek. Istny kombinat wypoczynkowy. Sala jadalna na pół tysiąca gości, kilka basenów, kluby nocne, ogrody. Brrr... Co za przyjemność wypoczywać w takim tłoku?
Pozostała mi z tego spotkania na placu zabaw nauczka, by nie ulegać histerii medialnej. Małgorzata Żak, burdele, handlarze żywym towearem, napaleni Arabowie itp. Nadia mówiła po polsku bez śladu obcego akcentu – a na to jestem wyczulony. Ojciec Turek widocznie im nic nie narzuca, dziewczynka odpoczywa u rodziny w Polsce, mówi po polsku.
 
Dlaczegom biedny? Bom głupi?Przejeżdżamy z Tymkiem obok pięknego dużego stawu, rozciągającego się pod lasem. Kaczki pływają, trzciny dookoła, na drugim przegu – pomosty. Niestety – zakaz wstępu, teren prywatny.
– Nie możemy tam pojechać– mówię.
– Dlaczego?
– Bo to jest prywatny staw.
– Co to znaczy prywatny?.
– No..., jest czyjś, nie nasz.
– Dlaczego my nie mamy stawu?
– Bo jesteśmy biedni– wyjaśniłem.
Całe szczęście, że to wyjaśnienie Tymkowi wystarczyło. Gdyby zapytał – dlaczego jesteśmy biedni? nie wiedziałbym, co odpowiedzieć. Za mało w życiu pracowałem? Za mało byłem przedsiębiorczy? Urodziłem się w niewłaściwej rodzinie?    

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930