Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
51 postów 403 komentarze

Refleksje zrzędliwego emeryta

PiotrZW - Ślązak, katolik, socjalista

Dzieci a dorośli

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nie mam czasu na systematyczne prowadzenie bloga. Córka poszła do pracy, więc po całych dniach zajmuję się jej dziećmi. Pięciolatek o imieniu Tymek i dwulatek Tomek. Nimi teraz żyję.

Chłopcom zależy nie tyle na określonych zabawkach – choć mają swoje ulubione – co raczej na tych, którymi akurat bawi się braciszek, a mówiąc pracyzyjnie – na samej zabawie braciszka. Genialnie ujął to G. W. F. Hegel, pisząc o „zapośredniczonym pożądaniu”. Moje wnuki pragną tego, czego w danej chwili pragnie braciszek. Młodszy potrafi wejść w krąg bawiących się kolegów starszego, poprzewracać zabawki, usiąść i dać do zrozumienia, że bez niego zabawa nie odbędzie się.
 
To jest to, co Mark Twain zilustrował w „Przygodach Tomka Sawyera”. Kiedy ciotka kazała Tomkowi pomalować płot, czego bardzo nie lubił, sprytnie naciągnął na to swoje koleżanki i koegów. Zagrał na tej rudymentarnej ludzkiej właściwości, inscenizując teatrzyk pod tytułem: jak bardzo pasjonujące jast malowanie płotu. Udawał, że nie zauważa przychodzących kolegów, nie odpowiadał na pozdrowienia, tylko zawzięcie machał pędzlem. Odezwał się dopiero, i to też nie od razu, na prośbę:
– Daj trochę pomalować.
W końcu dał się z oporami uprosić, ale nie od razu i nie za darmo. Ustawiła się kolejka chętnych, a spryciarz kasował opłaty w rozmaitej dziecięcej walucie.
 
U moich wnuków wygląda to tak: Młodszy bawi się, jeżdżąc traktorkiem po tapczanie. Trrrr, trrrr, trrrr... Starszy, „pożądający jego pożądania” podchodzi i próbuje mu go wyrwać, na co dziadek-emeryt reaguje krzykiem:
– Dlaczego mu zabierasz zabawkę? Zostaw go!
Wtedy starszy odchodzi i po chwili wraca z naręczem samochodzików, zaczyna się nimi bawić na drugim końcu tapczana, co po chwili prowadzi do tego, że z kolei młodszy zaczyna „pożądać jego pożądania”. Sięga po jeden z samochodzików i dziadek znowu musi krzyczeć.
 
Trudno to nazwać zazdrością, albo pożądaniem rzeczy, jeśli już, to raczej – zawiścią. Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, zawiścimy innym nie rzeczy, nie dóbr materialnych, ale – życia, jego jego bogactwa, intensywności, jakości itd. Dawno już doszedłem do konkluzji, że ludzie nie tyle pragną bogactwa samego w sobie, co jako środka do osiągniecia pozycji społecznej, prestiżu, znaczenia, wpływów, a przede wszystkim władzy i – tego właśnie – pożądania innych. Kąpią swoje ego w zawiści otoczenia.
 
Z powyższego wynika, że największym bogactwem narodów (społeczeństw, wspólnot, grup etnicznych) są jednostki bogate duchowo, potrafiące pociągnąć za soba innych swoją postawą zyciową, odwagą, wyobraźnią, ukazując jak szerokie jest spectrum możliwości egzystencji. Patrząc z tego punktu widzenia, ideologia wolnorynkowa pełni rolę tonizującą napięcia społeczne, sprowadzając tę egzystencjalną rywalizację do jednego wymiaru: posiadania dóbr materialnych. Zapobiega nienawiści wobec bogatszych egzystencjalnie. Dzięki ideologii wolnorynkowj ludzie dzisiaj nie zazdroszczą innym urody, talentów, wrażliwości estetycznej czy moralnej, wrażliwości na sztukę, uzdolnień do czerpania z dorobku kulturowego ludzkości itd., ograniczają się do pożądania majątku, a ten dostępny jest nawet ludziom bardzo prymitywnym, nawet upośledzonym. Nawet bardzo ubogi duchowo człowiek, jeśli dobrze zaciśnie pasa, może jakiegoś tam mająteczku dorobić się. Co najmniej jakiś droższy samochód, którym można zaszpanować.
 
...
 
Mój piecioletni wnuk ostatnio ciągle opowiada o felgach i oponach. Stało się dla niego czymś ważnym. Rysuje samochody z dużymi kołami i wyraźnie zaznaczonymi felgami, reszta jest mało ważna. Oczywiście, wyniósł to z domu. Ojciec narzuca mu system wartości poprzez rozmowy, ich tematykę, natężenie i temperaturę emocjonalną. Obserwując rodziców, Tymek uczy się, co jest ważne w życiu człowieka. W tym wypadku samochód, a dokładniej – felgi.
 
Muszę to ścierpieć. Stracił bym go, gdybym zaczął krytykować rodziców. Pamiętam to z dzieciństwa. Każdy krytyk ojca lub matki automatycznie stawał się moim wrogiem, choć tego nie okazywałem. Dopiero teraz potrafię spokojnie przyjmować obiektywne zarzuty wobec swoich rodziców, a nawet sam krytycznie oceniać niektóre ich postępowanie. Dzieci utożsamiają się ze swoją rodziną tak mocno, że każde uderzenie w nią, odbierają jako atak na siebie.
 
To jest dobrze, rodzice są dla dziecka fundamentem ładu świata. Poblem powstaje, kiedy nie spełniają standardów rodzicielskich. Co wtedy. Zięciowi nie będę wybijał z głowy zainteresowania samochodami. Bo i po co? Pozostaje mi, i mojej żonie, uzupełniać wachlarz zainteresowań Tymka. Resztę trzeba załatwiać poprzez prowadzone w spokojnym życzliwym tonie rozmowy wychowawcze, no i.. nauczyć się, że ten świat nigdy nie będzie idealny.
 
Młodzieńcze bunty w okresie dojrzewania mają swoją pozytywną strone. To jest wyzwalanie się na samodzielnosć. Bez niej młody człowiek byłby tylko gorszą kopią swoich rodziców.
 
Tymek oprócz pytań o opony i felgi zadaje też pytania, świadczące o rozwoju percepcji i ciągłej dominancie władz poznawczych. Pyta o księżyc, o ptaki, o drzewa, choć... najwięcej interesuje go działanie rozmaitych mechanizmów. Jak działa ekspres do kawy? Skąd bierze się ciepła woda w kranie? Odkurzacz, kiedy nie widzę, rozbiera na części. Chłopak. Budujące jest to, że posiada naturalną wrażliwosć na drugiego człowieka.
 
...
 
Sytuacją rodzinną wnuczki jestem zdołowany. Była synowa właśnie poinformowała małżonkę, że spodziewa się dziecka ze swoim nowym partnerem i niedługo bierze z nim ślub. Oczywiście cywilny, bo w Kościele drugiego nie dają, chociaż i z tym różnie bywa. Winien rozpadu małżeństwa jest mój syn emeryta, ale... to inna sprawa.
 
Zastanawiam się, dlaczego informacja o mającym się narodzić dziecku, tak mnie zdołowała. Przecież przewidywałem, że do tego dojdzie. Synowa, a ściśle biorąc była synowa, wchodzi w taki wiek, że za chwilę trudno jej będzie znaleźć kogoś, kto będzie chciał z nią spędzić resztę życia. Rozumiem ją, każdy ma jedno życie i chce je jakoś szczęśliwe przeżyć. Co mnie więc tak poruszyło w tym powiadomieniu o kolejnym małżeństwie i mającym się urodzić dziecku?
 
Konserwatywne staroświeckie zasady wyniesione z domu? Mam dwóch kolegów ze studiów, którym małżeństwa się nie udały. Rozeszli się, ale nowch już nie zawarli. To jest właśnie konserwatywne podejście do życia, które – wydaje mi się – dowodzi dojrzałości człowieka. Nie udało się małżeństwo, ale... zasady obowiązują. Ślubowałem. Za tym kryje się mądrość życiowa, świadomość, że nie można ciągle zaczynać od nowa, że trzeba ponosić konsekwencje błędnych wyborów. 
W rodzinnych stronach emeryta ludzie żyli z sobą bez ślubu, dziewczyny z dzieckiem nieślubnym wychodziły za maż za kogoś, kto nie był ojcem dziecka, ale… rozwody były nieznane. W lokalnej gazecie emeryt przeczytałem kiedyś taki witz na ten temat:
Ślązaczka wniosła do sądu oskarżenie o znęcanie się męża nad nią. Podczas rozprawy sędzia pyta ją, czy chce rozwodu.
– Co to jest rozwód? – słyszy w odpowiedzi.
 
Może przygnębiają mnie wyobrażenia o obecnej sytuacji rodzinnej ukochanej wnuczki? Braciszek jej lub siostrzyczka będą mieli swoją matkę i swojego ojca, ona niby ojca będzie miała, ale – nie swojego. Tak będzie w najlepszej sytuacji, kiedy nowy partner synowej wzniesie się ponad naturalne uczucia do swojego dziecka i będzie wnuczkę emeryta traktował sprawiedliwie, tak jak powinien ojciec. A jeśli nie? Coraz częściej myślę o sytuacji dzieci, których rodzice się rozeszli i żyją w nowych związkach. Współczuję zwłaszcza dziewczynom, bo wydaje się, że chłopcy sobie jakoś z tym radzą.
  
Prawdopodobnie najbardziej przygnębia mnie jednak zupełnie inny aspekt tej sytuacji. Coś bardziej jeszcze osobistego. Z mojego otoczenia powoli odchodzą ludzie. Niektórzy po prostu przenoszą się na tamten świat, z innymi sam zdecydowałem zerwać więzy, nawet ich o tym nie informując. Na starość mogę sobie pozwolić przestać udawać, nie szczerzyć już zębów w sztucznych uśmiechach i utrzymywać kontakty tylko z tymi, do których nie mam żadnych żalów. Po co się męczyć? Przebaczać chyba nie potrafię. Po kolejnym ślubie synowej, ona sama i wnuczka właściwie znikną z kręgu osób bliskich. Pozostaną kontakty grzecznościowe, życzenia świąteczne i prezenty, życzenia imieninowe i urodzinowe dla wnuczki, sporadyczne wizyty. Moje ludzkie środowisko jeszcze bardziej zawęzi się. 

KOMENTARZE

  • @Autor
    Po pierwsze - winne rozwodów są kobiety.
    Kobieta powinna być strażniczką domowego ogniska i jeśli mężczyzna nie chce przy nim siedzieć - to znaczy, że źle go pilnuje.

    Zazwyczaj po pojawieniu się dzieci kobiety przestają się interesować swymi mężczyznami. Zaczynają dostrzegać ich wady, ułomności itd. To powoduje reakcje odwrotne - poszukiwania kogoś, kto "zrozumie".

    Winne jest całe społeczeństwo, które nie uczy sposobów zażegnywania kryzysów. Nie uczy o potrzebie wypełniania przyjętych zobowiązań , a nastawia na egoistyczne widzenie świata.

    Oczywiście - każdy przypadek powinno się rozważyć itd. Bo jak mówić o ognisku domowym, jak nie ma nawet paleniska?;-)))

    PS. Właśnie mamy na kilkudniowych, gościnnych występach 2 wnuczki - 5 i trzy lata. Syn musi jeździć do Leszna do pracy, a synowa jest w 9 miesiącu: ciąża zagrożona, a małe tego nie rozumieją.
    Zatem - czytam o spostrzeżeniach i porównuję.
  • @Krzysztof J. Wojtas 11:36:09
    Dziękuję za komentarz.

    "Po pierwsze - winne rozwodów są kobiety."
    Ciekawe, co o tym sądzą kobiety?

    "Winne jest całe społeczeństwo (...) nastawia na egoistyczne widzenie świata." Coś w tym jest. Problemy z synem zaczęły się, jak zaczął chodzić do szkoły.
  • @PiotrZW 12:00:53
    znaczy zlikwidować szkoły i kobiety?
    ;-)))
    Strasznie nudno by było...
  • @Krzysztof J. Wojtas 13:00:37
    Dobre!
  • Umknij pan z tego bagne...
    Każden dziadek jest trochę jak Św. Józef. Wychowuje dzieci, o których wie dobrze, że nie są jego. Ciekawe, ile te pańskie wnuczęta jeszcze tatusiów i mamusiów w swem życiu będą miały.

    Lepij się za bardzo w dziadkowanie nie angażować. Do krajów południowych możesz pan zawsze umknąć, na wyspę Bali lub na Mamaje. Starą pan zabierz wraz z sobą, oraz rower elektryczny. Emeryturka panu na konto wpływać będzie regularnie, a bachory to ostaw pan na pastwę tego debila od felg samochodowych, se spłodził, to niech se dba.

    Swoją drogą, to dziatwa pańska rodzona to jakaś mocno dziwna. Jako ocieć, ciężko pan widać dupy dałeś. Same rozwodniki i półgłówki pan żeś spłodził, sądząc po pańskich wpisach. Nie każden widać talent do ojcostwa posiada, pewnie pan inne powołanie jakieś miałeś.

    Na jednostce jest paru chłopaków ze Śląska Górnego, z pańskich okolic. Normalne chłopy, rozwodów tam na czarnej ziemi nie znają. Wytrzymali bardzo, roboty się nie boją, do ministrantury i do zwiadu pierwsze, mszy porannych nigdy nie opuszczają, treningi dodatkowe bukują. Sól ziemi prawdziwa, aż serce rośnie, gdy człowiek okiem kadrowca na młodzież naszą spoglądnie. Tylko u pana takie dziwne patologie się dzieją. Domostwo należałoby może wodą święconą skropić i krucyfiks w stołowem powiesić, może pomoże. A jak nie, to na wyspy południowe pan umykaj, nic pan tam dobrego nie wysiedzisz.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930