Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
51 postów 406 komentarzy

Refleksje zrzędliwego emeryta

PiotrZW - Ślązak, katolik, socjalista

Libido

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Wynurzenia starego sybaryty, zainspirowane obserwacjami z placu zabaw. Nie zaleca się czytać bezkrytycznie.

Plac zabaw. Dwie dziewczyny siedzą na huśtawce, przypominającej okrętowe koło ratunkowe. Śliczne. Rozpuszczone włosy, gładkie buzie, zgrabne figury. Na oko piętnastolatki. Coś mnie dziwi w ich zachowaniu. Jakieś takie „miękkie” są, odgarniają włosy z czoła, jedna kładzie drugiej głowę na kolanach… jakby wabiły. Rozglądam  się dookoła, dzieci tam wtedy było pełno, i… są chłopcy! Trzech. Mniej więcej w tym samym wieku.
 
Chłopcy posiedzieli i poszli. Po chwili wrócili. Wprost do dziewczyn. Najwidocznej odbyli naradę i podjęli decyzję. Bez słowa zaczęli je huśtać. Dziewczyny też się nie odezwały. Siedziały tak w milczeniu, pozwalając się huśtać, aż… w pewnym momencie poszły sobie. Niedaleko.
 
– Teraz, chłopcy – pomyślałem sobie – powinniście pójść za nimi. Dla dziewczyn cały urok relacji z chłopakami polega na tym, żeby ci za nimi gonili. Gra taka. Wabić, potem uciekać tak, żeby nie dać się złapać, ale też i ich nie zgubić.
 
Ponieważ chłopcy nie pospieszyli za nimi, więc wraciły. Już jednak na huśtawkę obok, bo koło ratunkowe oni zajęli. Pokołysały się same, znowu bez słowa, ale już bez efektów. W pewnym momencie chłopcy sobie poszli.
Zezłościło mnie to. Dlaczego tych chłopaków nikt nie nauczył, jak nawiązywać kontakty z dziewczynami?  Dlaczego nikt im nie powiedział, że trzeba się przedstawić, zażartować, spytać jak mają na imię, spróbować podjąć konwersację na jakikolwiek temat, choćby tylko ulubionych zespołów muzycznych.
 
Na studiach miałem zajęcia z prof. Tadeuszem Laskowskim, starym naukowcem jeszcze z Politechniki Lwowskiej. Przeróbkarzem. Niewiele miał z nami zajęć, ale i tak uznał, że część z nich należy poświęcić na naukę dobrych obyczajów. Mówił nam, że dziewcznyę należy prowadzić pod ramie, a nie kłaść jej ręki na ramieniu, gdyż... dziewczyny nie służą do podpierania się itp. Takie rzeczy powinni mówić chłopakom nauczyciele już w szkole podstawowej, najpóźniej w pierwszych klasach szkoły średniej.
 
Dziewczyny zze swojej strony powinny mieć trochę oleju w głowie i wabić tak, żeby chłopaków nie zniechęcać. No, i nie przeceniać swojej atrakcyjności.
– Tu masz wyjaśnienie – pomyślałem siebie – po co jest ten cały popęd seksualny. Gdyby go nie było,ci chłopcy nigdy by nie podeszli do tych dziewcząt. Pozostaliby zamknięci w swim chłopięcym ubogim świecie. Samotni, toporni emocjonalnie i duchowo. Szkoda, że tutaj okazał się za słaby, aby przezwyciężyc nieśmiałość i niepewność chłopaków. Jak znam życie, już niedługo wciągną ich do łóżka jakieś starsze, zużyte już pannice, i taki będzie smutny początek ich doświadczeń seksualnych. A mogłoby być pięknie. Dziewczyny położą się z cynikami, którzy nie będą mili oporów wmawiać im miłość, przekonywać je, że są dla nich jedynymi na świecie, aby potem porzucić bez skrupułów.
 
Bardzo dawno temu mężczyźni – jeśli mieli dość sprytu i odwagi – porywali kobiety z sąsiednich plemion. Ciekawe jak one się czuły? Może nawet nie odbierały tego jako krzywdy? W świecie natury, w środowiskach prymitywnych obowiązuje prawo siły. Może porywane kobiety godziłu się na to w myśl zasady, że skoro porywacz jest silniejszy, to ma prawo?
 
Młody Temudżyn, późniejszy twórca imperium mongolskiego, znany jako Czingis Chan, pochodził właśnie z takiego związku. Ojciec porwał matkę z obcego plemienia. Dla niego samego przewidział  żonę z plemienia zaprzyjaźnionego, z którego zwykle jego współplemieńcy brali sobie kobiety. W rosyjskim chyba filmie o przywódcy Mongołów wyprawa po żonę dla Temudżyna zatrzymuje się na nocleg w obozie, na który natrafili o drodze i tam zagadnęła go dziewczynka:  „Weź mnie za żonę” i wystarczyło. Oświadczył ojcu, że dalej nie pojedzie, bo już znalazł kandydatkę na żonę. Sam też był jeszcze dzieckiem. Wrócił po narzeczoną za kilka lat, ta czekała na niego. Zawsze już pozostała dla niego tą pierwszą.
 
Reżyser pokazał w piękny sposób, jak wielkie znaczenie dla kształtowania osobowośc i człowieka mają  pierwsze doświadczenia. „Prawo pierwszych połączeń”, obowiązujące w relacjach seksualnych, odnieść można też do relacji erotycznych niecielesnych. Pierwsza randka, pierwszy spacer nad rzeką, pierwsze wyznania, pierwsza propozycja „chozenia ze sobą”, a nawet tzw. końskie zaloty – „Kto za tobą w szkole ganiał, do piórnika żaby wkładał” – zapisują się w psychice na zawsze.
 
Katolickie wychowanie koncentruje się na „pracy nad sobą”, co w zasadzie sprowadza się do opanowywania popędów. „Pogłębianie wewnętrzne”, „doskonalenie wewnętrzne”, „kształcenie charakteru”, „ćwiczenie woli”, wszystko to sprowadza się do jednego: ujarzmiana naturalnych skłonności, fizycznych i psychicznych. Moja św. pamięci matka zachęcała mnie w dzieciństwie do kształtowania siły woli przez odmawianie sobie cukierków. Miałem je sobie odkładać, aby zjeść później, na przykład w święta. Było to spore wyrzeczenie. Nas było kilku, kiedy ojciec kupował cukierki, dzielił każdemu po jednym – dwóch. Jeśli dobrze pamiętam, nazywały się krówki. Pamiętam, że o tych odłożonych cukierkach myślałem bez przerwy. W końcu „uległem pokusie” i zeżarłem wszystkie naraz. Potem już więcej woli nie ćwiczyłem. Zdarzało mi się później czegoś wyrzekać, ale musiałem mieć do tego silniejszą motywację. Ćwiczenie woli nie wystarczało.
 
Odwieczny  popęd natury, zrozumiały w świecie zwierząt, w przypadku gatunku ludzkiego ma tajemniczy charakter, gdyż zawiera komponent duchowy. Ze wczesnej młodości pamiętam, że o dziewczynach, czy o tej jednej dziewczynie nie myślałem jako obiekcie fizycznego spełnienia, ale jako o kimś, kto... wabił, pociągał i krył w sobie jakąś pasjonującą tajemnicę, prowokującą do „rozgryzienia” jej. Dziewczyną pragnęło się zawładnąć, posiąść ją, ale nie w sensie cielesnym lecz zdobycia i przełamania jej dumy. Tak to pamiętam.
 
Później element cielesny wziął w górę, ale cały czas – jak mi się wydaje – pozostawał obecny ten komponent zdobywania tajemniczej twierdzy, wydaje się, że nie minę się z prawdą, nazywając ją kobiecością (ew. dziewczęcością). Ważne jest, że ta pożądliwość, aczkolwiek miała charakter zmysłowy, gdyż pociągało piękno dziewcząt, nie była pożądliwością czysto cielesną. Wg C. Lewisa, „Eros nie wzmaga, lecz łagodzi dokuczliwy, nałogowy charakter samego głodu zmysłów. (…) Eros nie umniejsza pożądania, ale ułatwia wstrzęmięźliwość.”

Prezentuję tu doświadczenia mężczyzny, jak to jest z kobietami, nie wiem.
 
Tę pierwotną energię życiową Zygmunt Freud nazwał libido. Libido, analogicznie do głodu, ma być mianem siły, za pomocą której ujawnia się popęd. (Z. Freud, Wstęp do psychoanalizy, Warszawa 1982, s. 312) Bardzo trafne porównanie. Życie, w szerokim sensie, wymaga, aby jeść i aby spółkować. Ks. Józef Tischner przyrównywał libido do ciśnienia w rurach wodociągowych.
 
Z. Freud przyjął, że istnieje jedna energia psychiczna (albo raczej psycho-fizyczna) i to – moim zdaniem – jest słuszne. Słusznie też dostrzegał w kulturze więzy nakładane na popęd seksualny. Kultura stworzona została pod wpływem konieczności życiowej, kosztem zaspokajania popędów. (Ibidem, s. 58) Jeśli można temu coś zarzucić, to traktowanie odwiecznego popędu jako zbyt zdeterminowanego bioogicznie.
 
Kultura, a przynajmniej obyczaje społeczne nałożyły kaftan bezpieczeństwa na naturalne, zamierzone przez Stwórcę, mechanizmy doboru naturalnego, na żądzę, pasję i miłość.  Mam tu na myśli wielowiekowe zwyczaje aranżowania małżeństw ze względu na przynależność klasową, majątek, interesy dynastyczne itp., wszystko to, przeciwko czemu od samych początków protestowała nowożytna literatura. Mówili rodzice dzieciom, że miłość jest ślepa. Ona nie jest ślepa, ona widzi więcej, niż się wydaje tym, którzy jej nie doświadczyli.
 
Platon w „Fajdorosie”, przyrównał duszę człowieka do rydwanu, ciągnionego przez dwa konie. Z koni zaś jeden jest dobry, a drugi nie. (…) Ten z n ich, który lepsze ma stanowisko (…) ma ambicję, ale i ma władzę nad sobą i wstyd w oczach. A drugi krzywy (…) twardy ma kark (…) ogień w krwią andbiegłych oczach, buta i bezczelność, to jego żywioł. Konie obrazują popędy, ten dobry – uczucia wyższe, ten zły – niższe, zmysłowe. Woźnica rydwanu symbolizuje rozum, który popędami ma kierować.
Wychowanie katolickie zmierza – a raczej zmierzało kiedyś, bo dzisiaj wiele już zmieniło się – do tego, aby nie tyle popędami niższymi kierować, co je raczej spętać, a najlepiej wytrzebić. Pozostając przy metaforze Platońskiego rydwanu, chodziło nawet nie okiełznanie czarnego konia, co o to, aby go unieruchomić, a najlepiej zabić.
Tymczasem, co obrazuje metafora rydwanu, czarny koń należy do zaprzęgu rydwanu, bez  niego, samym białym koniem nie da się popędzić, ani w górę, ani w dół. Czarny koń, czyli „niskie” zmysły, należą do wyposażenia człowieka i pełnią swoją rolę w zamyśle Stwórcy. Czarny koń potrafi porwać rydwan w szaleńczy pęd, na który białego konia chyba nie stać. Te „niskie” popędy ujawniają swoje znaczenia na polu walki. Bez wściekłości, szaleńczej odwagi i bezwzględności bitew się nie wygrywa.
 
„Niskie” żądze pełnią funkcje poznawcze. To one nam mówią, że jędrne kobiece piersi są lepsze od obwisłych, a kształtna pupa – od płaskiej. Rzecz nie w tym, aby te funkcje zakłamywać, ale żądzami mądrze pokierować, a czasami nawet dać się im ponieść.
 
Czy to, co wyżej napisałem, stawia w kąt całą chrześcijańska koncepcję pracy nad sobą, wyrzeczeń, poświęceń? Niekoniecznie. W moim najgłębszym przekonaniu, istnieje jeden pradawny popęd, zawierający w sobie żądze zarówno niskie, jak i wysokie. Chodzi o to, żeby duchowej, psychicznej, jak również witalnej energii człowieka nie hamować, lecz przeciwnie – umiejętnie ją wzmagać, aby niosła wyżej i szybciej.
 
Zawsze zachwycało mnie piękno „Godzinek o Najświętszej Marii Pannie”, ale jedna fraza urzeka mnie szczególnie. Tyś przy poczęciu ogniem miłości pałała, przez Cię władza piekienych mocarzów stajała. Gdy ją śpiewam, mam wręcz przed oczama tę dobrą energię, topiącą pokłady złości, urazów i nienawiści. Nie ma sensu w przypadku Matki Bożej rozważąć o proporcjach w Niej popędów niskich i wysokich, u Niej stopiły się w jedną duchową energię, która odepchnęła Złego.
 
To jest ta duchowa energia, która dał nam Stwórca, a bez której nie byłoby rzeszy świętych i ich dzieł. Św. Jana Bosko, kochającego młodych chłopców (tu proszę bez głupich skojarzeń), św. Augustyna, bezwzględnie uczciwego w dochodzeniu do prawdy, św. Maksymiliana Kolbego, wymuszającego na przełożonych akceptację jego wielkich dzieł misyjnych itd. itd.

KOMENTARZE

  • Hasło dnia !
    Najgorsza ta bida gdy nie staje libida.
  • Chuć męczy latoś...
    "...wsławił orężem młodociane lata. Zdobią go wielkie, chrześćjańskie cnoty: Ubóstwo, skromność i pogarda świata". Tak Konrada opiewał wieszcz.

    I tak właśnie należy po bożemu myśleć. Szmaty należy mieć w pogardzie, tak samo jak cocacolę, snajkersy, piękne auta i te inne wszelkie błyskotki i smakołyki. "Kto chce zachować swe życie, straci je."

    I nie ma co się oszukiwać, że jakaś tam ciemna strona mocy z jasną stroną kooperuje w Bożem zamyśle. Nic takiego nie ma miejsca, w Ewangeliach o tem nie powiadają, a każdy pobożny kapelan na tem padole zapoda, że trzeba się umartwiać, czyli ciemną stronę kastrować ile wlezie.

    Szmaty kuszą, co prawda, latnią porą zwłaszcza, ale jak się pomyśli, że jutro może już człek w konflikcie przygranicznym polec może, albo że go ruska rakieta na spaniu spali, to libido od razu opada w nogawkę.

    I tak pan właśnie musisz myśleć, emerycie. Cóż znaczy albowiem babska kuciapka wobec wieczności?
  • @Pan podporucznik 22:56:50
    "Cóż znaczy albowiem babska kuciapka wobec wieczności?"

    Nie wiele znaczy, szczególnie po upływie przydatności do użycia, kiedy to przed prezentacją musowo skropić toto octem lub cytryną.
  • @Pan podporucznik 22:56:50
    Teraz rozumiem, panie porucznik, skąd u Pana ta ciągła frustracja.
  • ciekawa analiza
    Good job 5

    Uzbieral Pan tych cukierkow caly worek, jak widac;)

    Pozdrowil
  • @Zorion 08:37:09
    Dzięki za wizytę i ocenę.

    Nie worek, raczej torebkę.
  • @Nibiru 23:05:15
    A może skuteczniejsze od tego octu było by to cacko?
    http://tiny.pl/gjw7k

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031